bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2003

rozdział piąty

1

Hmmmm przygotujcie się na gorący kawałek, jest tak późno, tak miło marzy się o mężczyznach, tych blond. Mówi Radiostacja, przeszłam kawał tego starego miasta, do którego mam ciągle ambiwalentne uczucia, które przypomina mi kawałki z mojego bardzo dawnego życia. Freta, Długa, Barbakan, Krakowskie Przedmieście, Aleje Jerozolimskie, próbuję tu znaleźć się na nowo, znajduję tylko stare klimaty (no, odkurzone), ciągle tylko sobie coś przypominam i to mnie bardziej jara niż dzień powszedni, paranoja. Są nowe knajpy, kluby, muzyka, jest hmm jakoś fajnie. Faceci są łatwi. Ja jestem łatwa (nigdy kurwa nie byłam) To fascynujące myśleć, że czeka cię znajomość „na fali”, która pozwoli ci czuć różne takie fajne rzeczy, pokochać miasto, poczuć różne zapachy, interpretować wszystko trochę inaczej niż przedtem, podzielić całą rzeczywistość na „przedtem” i „potem”. Szaleć nieodpowiedzialnie i równocześnie znać kogoś bardziej niż kiedykolwiek, znów być trochę na minusie życiowym, gdy to się skończy. Odkryć, że coś, czego nie znałaś i było całkiem obce nagle jest oczywiste, zrozumiałe i niezbędne.
Tęsknię za Trójmiastem, czy kiedyś nauczę się rozstawać jak należy ?? Przyznajmy to szczerze, Tricity jest kiepskie w porównaniu z Wwą, to co, że nie śmierdzi. To co, że nie jest złowieszcze, zatłoczone, pełne złych urzędników, zbyt szybkich samochodów. To co, że nie jest nudne. Ale Wwa jest większa, droższa, groźniejsza, starsza, nosi więcej śladów porażek ludzkich, zniszczenia. Więcej nowoczesnej głupoty i całkowicie miniętej czyjejś świetności, więcej pomieszanej, drogiej funkcjonalności. Wwa nie jest moja. Pewnie, ze umiem się doskonale dostosować, wiem, gdzie pójść, jak coś załatwić, ale ja w ogóle jestem jak kameleon, dostosuję się do każdej sytuacji, tylko to jeszcze nie jest szczęście, to jest „ja przetrwam”. Bo żeby być szczęśliwym trzeba się rozwijać. Być ciekawym i znajdywać to co jest ci akurat potrzebne. A nowa Warszawa to praska Warszawa. Przecinana 100 razy rzeka i zupełnie nowe punkty odniesienia. Dolynka jest dalekim, krytykowanym Eldorado. Centrum to punkt gdzieś między krzaczorami obok lwa z brązu (dziecięca fascynacja), niezbyt atrakcyjnymi starymi punktami usługowymi, wydeptanymi przez inne kobiety ścieżkami, Krawcem, ciemnym parkiem, misiami i malem. Całkiem nowe miasto.

gusła

1

wiśniewska jest rewelka w starej baśni. jej szyderczy chichot świdruje uszy, a oko błyska zadziornie kiedy po odprawionych gusłach (niepoprawność polityczna skrzętnie naprawiona w komentarzu na końcu filmu) wszystko idzie po myśli czarownicy. „aby twoje usta, piersi i łono były mu słodkie jak miód, żeby przyległ do ciebie jak to ziarno” i obiekt odprawianych guseł, posmarowany w newralgicznych miejscach miodem, zostaje obficie posypany ziarnem. działa.
żałuję, że nie obchodzimy już nocy kupały tak jak 1000 lat temu.

ech, dzieciaki

0

synek A został przyłapany przed kompem. Na pytanie, co robi, odpowiedział, że projektuje okładkę do samorosta. A podszedł do monitora i zobaczył namalowanego w paintcie ludka i napis „Jak uratować planetkę. prószyński & s-ka”

być czy mieć, być albo nie być oraz: difoltowo jeździć czy difoltowo nie jeździć na spęd pracowniczy; to są pytania podstawowe. to ostanie roztrząsaliśmy wczoraj nad rzeką. przeciw przemawia przeważająca na takim wyjeździe aura alkoholowa oraz zastraszająco duża liczba uczestników, która powoduje, że czekanie w kolejce do grilla przy ognisku przypomina jazdę w korku a zjedzenie wspólnego obiadu w restauracji – kolonie. za natomiast przemówiła piękna pogoda w górach, wycieczka na Czantorię i basen, na którym można byłoby przesiedzieć cały boży dzień.

Gribojedowo

1

Zerwaliśmy się rano na grzybki. Z ulgą się obudziłam, bo śniło mi się, że stoję w kolejce odpustowej żeby założyć welon. Welon już trzymałam w ręku, co chwila zakładając go na głowę, był zrobiony z tandetnej firankowej tkaniny na wianku w stylu ni to arabskim ni to kuchennym, przykrótki. To była kolejka po ślub, więc stali w niej wszyscy moi znajomi, tacy sprzed stu lat. Na końcu kolejki, po ostatni pocałunek, stał mój dawny narzeczony. Ten sen to przez pierogi z kapustą i nomen omen grzybami na kolację. Wyczailiśmy niezłą miejscówkę, warto było się wybić z chawiry przed tyrą. Szuflady mam pełne tego zielska z lasu i odstawiłabym chętnie fazę na wyrze, ale dzionek jeszcze musi się przesączyć, no i wieczorkiem pitu pitu przy muzyczce.

Muczacza Dokuczaczi

0

-Dokucza ci?
-Co? Dokuczaczi? Muczacza Dokuczaczi?
-Ehm, hehe.
-He he he Muczacza Dokuczaczi! Sławna rumuńska gimnastyczka!

i tak zostałam Muczaczą Dokuczaczi.

apogeum

0

znudzenia i braku zaangażowania. żyję we własnym świecie przychodzenia i wychodzenia z miejsca, gdzie spędzam codziennie 8 godzin. z nudów zaczęłam jeść. za którymś razem nie zdołam się podnieść, żeby pójść do kuchni po kolejną kawę lub urwać się na zakupy. samoocena spada na łeb na szyję. nie śmieszą mnie wcale żarty inżynierów. nie zajdę w ciążę. czas na zmiany.

teksty

0

„jak mojego kolegę ugryzł żeńszeń to cały schudł”

„współczesna polska architektura sakralna to skrzyżowanie basenu ze skocznią narciarską”

- padał deszcz
- groziła mi bąblowica
- zjadłam golonko i zablokował mi się żołądek (i nie było sernika!)
- nazwano mnie p.. aborygenem oraz jędzą
- grożono pobiciem
- napiłam się wody ze strontem, litem i barem
- u kotasów od wody z siarką zażółciło mi biżuterię
- chciał mnie zjeść konik polny i nikt mnie nie uratował


  • RSS