bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2003

strach

1

budzę się w nocy i zaczynam trząść ze strachu

inkasent (opowieśc a’la ziemniaczek)

0

wczoraj zadzwonił do drzwi bardzo miły młody człowiek. powiedział że jest inkasentem z gazowni. luknął nerwowo na licznik i spisał wielocyfrową liczbę (ten element jego pracy mnie by dyskwalifikował – nie mogłabym być inkasentem. raz – jestem za niska. dwa – żeby zapamiętać wielocyfrową liczbę musiałabym gapić się w licznik z minutę). maszynka na spiralnym kabelku powiedziała mu ile jesteśmy winni gazowni. gotówką nie dysponowaliśmy. ta sama czarna torba, do której była przymocowana maszynka, kryła w sobie tajemnicę. na hasło „no cash” zaczęła drukować dłuuuuugi rachunek. we troje staliśmy w przedpokoju i słuchaliśmy jej piosenki. posłusznie odebraliśmy wydruk i pożegnaliśmy inkasenta.

ałer ajdijas ken get kłajt il.

3

kompletna zawierucha a tymczasem głowa jak na złość ma tendencję do wnętrzarstwa, chce pobyć samam ze sobą, zamyślić się porządnie i poszlajać.

szlajanie jest kosztowne

siciak poranny 12
biletos nad Wielką Wodę 75
bar mleczny słoneczny 9
książka kucharska, gazwyb, polityka 10
wizyta w Gantosie = mmmm sukienka 100
paroofki we warsie 11
biletos spowrotem 78
wieczorne pieszczenie fryzury 40

czyli całkiem niezły wynik, jak na zajęcia, które się nie odbyły..

nabiałowo

0

***
czasem spotyka się intelektualne charyzmatyczne bestie, które potrafią w fascynujący sposób pić kefir. co dziwniejsze, ta spotkana ostatnio przeze mnie, jest filigranową blondynką

***
śniadanie w barze mlecznym w drodze z ministerstwa. ukradziona dla siebie chwila, tak jak ta wczoraj w wannie. za 4,80 plnoof (ile to będzie penset?) zjadłam jajo na słoninie, kajzerkę, masło, kakao i twarożek z cebulą.

ajdentyfikejszyn

0

przenoszę się razem z moim kompem oraz kontenerkiem i kilkoma zdjęciami Pragi Północ do nowego błyszczącego wieżowca.
Pewnie czekają mnie podróże szybkobieżną windą z dużym lustrem(zamiast znajomego zakrętasa schodów) i codzienne „dzień dobry” do umundurowanego bezduszniaka (zamiast ślepego staruszka). żegnaj stawiku wśród trzcin. witaj szopingu w czasie pracy.
Nie mogę tylko opanować lekkich mdłości na myśl o identyfikatorze na szyi. jutro strzelają nam fotki do plakietek, więc to już rzeczywistość, nie czarne przepowiednie.

Rozdział kolejny

Sobotni wieczór z R, I, O, J i Ambem w Irishu.
W twarzy tyle jest, no mnóstwo. Siedzę nad trzecim (chyba) piwem z ludźmi w polarach, którzy snują opowieści o kuterach, domenach, smagach, zbyt dużych genuach, kurewsko wąskich przesmykach, złym braniu ostrej fali na Morzu Północnym i jest fajnie. Trójmiejsko, bezpiecznie. Siedzę wsłuchana i szczerze się śmieję. …I się nudzę.
Kątem oka wpatruję się w twarz na okładce kwietniowego City, wyłożonego na stojaku obok stolika. Nie mam już nic tego wieczora do powiedzenia, więc jakoś automatycznie co rusz odwracam głowę. Po dłuższym czasie stwierdzam, że ta twarz mnie fascynuje, że w prawdzie tylko z nudów zaczęłam na nią spoglądać, ale że wciąż i wciąż odwracam się do niej i już nie jest tylko dobrą okładką, odleciałam i gadam z nią. To jest przyjemne. Zaczynam kojarzyć: aha, podoba mi się bo ma fajne białe dredy, ładną twarz, ma coś interesującego, ale zaraz co to jest? A, coś czego szuka się w facetach, czyli nie wszystko już było ….. i radość. Trudno mi teraz określić jakie cechy charakteru przypisałam tej twarzy, ale zabrałam ją sobie do domu. Rano przeczytałam historię Marcina Cecko (to on był na okładce) i odnalazłam wiele interesujących szczegółów, na tyle sporo, że kupię jego tomik jak go wyda i chętnie też zobaczę go na scenie.

Mystery Train
Następnego dnia wiersze Cecko

Imprezja

dopiero
tak późną nocą
rozglądamy wszystkich.

mali zwykle spokojni znajomi
rozwikłani w muzyce
a uda zmasowane dłońmi
a uda się na pewno
jeszcze raz wsadzić język
w nie swoje sprawy

tak
gęsta pełnia
sali

więc poza nią
strzepujemy okruchy ciepła i
dmuchamy sobie na całe zewnątrz

a wewnątrz
dum dum
dum dumnie
serce się cicho bije.

ps. podobno wyszedł tomik cecki. może niektóre wiersze mi się spodobają. czytałam też trochę w antologii nocy poetów, ale tej, tak jak sztuce cieślaka „obsługiwałem angielskiego króla”, czegoś zabrakło.

na kurhanach

0

wizyty na grobach oznaczały zawsze rzeczy przyjemne oraz duchowo ważne: spacer po eleganckiej alei powązek w sąsiedztiwe grobów wielkich ludzi, karmienie wiewiórek, wrzucanie monet do puszek znanym aktorom, piękne kolory jesieni, wspominanie nieznanych mi członków rodziny leżących w grobach i miłe uczucie, że mnie kochają, myślą o mnie i muszę się starać, bo patrzą z góry uśmiechnięci.

minęły lata. nie chodzę już na powązki tylko na obcy cmentarz brudnowski. o jedenastej wieczorem cmentarz jest całkiem pusty, słychać tylko pękające szkła lampek. zza winkli łóżek umarlaków wysnuwają się dymki, jakby dzikie zwierzątka cmentarne. m półtorej godziny szukała grobu. nie znalazła. znicze zapaliliśmy na obcym grobie marysi. zbyt długo tam byliśmy, nadużyliśmy gościnności duchów i zaczęły być zwyczajnie sobą. upalenie wzmogło poczucie ludyzmu. to jest nawet w jakiś sposób prawdziwe. na tyle, że chciałam czym prędzej opuścić cmentarz.


  • RSS