bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

.

1

stresssss. budzi mnie nad ranem, unieruchamia przed telewizorem, paraliżuje generalnie.

nie to miałam na myśli … :(

0

nie siedzenie całą noc …

ymm, jest jakoś fajnie.

0

jakby to powiedzieć – no, czuję że żyję. :) :) strachy poszły w las. kazia tesz to lubi i ja to lubię. mmm. czuję się jakby mi dali kawałek salami.

wtorek: ciepły głos stewardesy i światła 3city pode mną
środa: dotyk karminowych skórzanych rękawiczek na skórzanej kierownicy alfy romeo
czwartek: mam negocjować wysokość podwyżki

trzeba: a) przekonać o swej niezbędności – co nie będzie trudne – oraz b) przekonać o absolutnej niezbędności nagłego dopływu gotówki. patrz początek notki.

czyli stanie w korkach

po osiągnięciu upragnionego celu stanęłam wgapiona w jedną, jedyną rzecz kwitnącą jeszcze (była godzina korków, czyli okolice czwartej. wygłodniała rzesza biurw i biurwiów rusza na żer trzy godze wcześniej) za witryną baru. podpatrując tę rzecz usłyszałam taką rozmowę:

- co można jeszcze kupić do jedzonka?
- naleśniczki, pierożki są, z mięskiem.

co za dzień. dziś gazetka podała, że premierek millerek spadł w helikopterku.

ballada o dorszu z islandii

0

- to chodźmy jeszcze do delikatesów, są czynne do 10
- okej tylko zaniosę tego IVARA do samochodu

więc poszliśmy

- o, wą-trupki rybne! tego nigdzie nie można kupić. no wiem, to są podroby, trochę się brzydzę. a poza tym w takiej wątróbce mogą być, wiesz, toksyny skumulowane. taki dorsz to nie jest na początku łańcucha pokarmowego.

- ale mi smakowały ostanio. może kupmy więcej, to będziemy mieli na zapas.

- są różne rodzaje, popatrz. o, takie jedliśmy ostanio, no z dorsza, II kl. ?!

- no druga, bo to podrób.

- to może kupimy jeszcze te? ja chcę po węgiersku i po kaukasku.

- o! te są najdroższe, wyprodukowano w warszawie. no tak. z dorsza islandzkiego. ciekawe.

wróciliśmy do chaty z ośmioma puszkami, po czym postanowiliśmy wypróbować te islandzkie. i śniło się nam że s jest na wózku inwalidzkim a ja narkomanką na odwyku

łikendos fantastikos odpoczywajnos

0

działo się wiele, ale do największych wyczynów weekendu zaliczam spędzenie przeze mnie dwóch godzin, z porządnym okładem, w castoramie. byłam cierpliwa niczym siostra franciszkanka maryjna nieustającej pomocy lub wspomożycielka dusz czyśćcowych. zdrętwienie nóg oraz pierwsze symptomy ataków padaczki sygnalizowałam co najwyżej delikatnym ~~wzdech~~ m wiła się jak piskorz – obiecywała „już wychodzimy!” i natychmiast pogrążała sie w następnym projekcie. wreszcie wyczerpana tym konfliktem wewnętrznym wyznała, że musi się przecież opiekować piżonem.

na szczęście tego samego wieczora odreagowałam wszystko na debilnym filmie o wampirach, który wciągnął mnie tak, że miałam wypieki, opadniętą szczękę i mokre z emocji dłonie. zakończenie wskazuje, że jeszcze leczyć będę nerwy tą sagą w częściach kolejnych.

piontkos zaowocował spotkaniem z dawnymi ulubionymi


  • RSS