bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

nielegalna podrywka

0

nie myślałam że tego dożyję, wczoraj poznałam nową laskę mojego starego.

współczesne oblicza faszyzmu

0

objawiają się w narzucaniu sposobu postępowania choć wcale nie jest to konieczne. dyrektor kompleksu budynków biurowych kontaktuje się z interesantami wyłącznie za pomocą faksów (choć telefonicznie jest szybciej i taniej) zabrania wjazdu na parking na terenie biur w niedzielę (choć w piątek wjeżdżam bez przeszkód) każe swoim ochroniarzom nie wpuszczać do biura osób nie wpisanych na listę, (choć mogłabym poświadczyć za te osoby) a główny ochroniarz woli uważać, że ma do czynienia z samymi bezmózgowcami.

kokoszka

0

pragnęłam posiąść radyjko. radyjko miało służyć ożywieniu mroźnej atmosfery kuchni, do której uciekam pichcić oraz czasem wyalienować się. poszukiwania początkowo spaliły na panewce, radia są drogie oraz estetycznie nie do przyjęcia. należało udać się do ruskich. ruscy nie zawiedli i już za 30 PLNoof nabyłam ładne, niewielkie radio. i dostałam do niego nówki baterie w prezencie później … a do baterii (takimi prawami rządzi sie nowoczesny marketing) załączone było coś z napisem „gdzie jest nemo”. nemo był super, ubawiłam się setnie, gadżet w bateriach mnie ucieszył, więc gdzieś między ścieleniem a robieniem śniadania postanowiłam nim szybciutko ozdobić własne ciało. cóż, kiedy okazało się, że czasy kalkomanii minęły. to, co pracowicie lizałam i przyklepywałam na ramieniu, okazało się przyprasowywanką natiszertową. niezrażona pobiegłam po żelazko oraz ulubioną nocna koszulkę. przyjrzałam się dokładnie …. po czym przykleiłam do góry nogami …. mróz ścisnął mi serce na myśl, co by się działo, gdybym coś takiego wykonała dziecku na JEGO koszulce.

łikendos na siłos i zakrótkos

0

generalnie to przesrane, sobota w pracy, niedziela w pracy :((
gdyby nie mały sobotni przerywnik …
zacisze zaciszne i pełne niewykorzystanego potencjału imprezowego. było starasznie dużo różnej dziwnej szamki, podanej np. w miednicach :) to było mieszkanie współlokatorskie czterech babeczek ;) muszę powiedzieć, że my nigdy dalej niż poza kilka butelek czerwonego wina się nie posunęłyśmy. może wyłączając epizod z rozgotowanym ryżem ale o tym zapomnijmy. bolała mnie głowa i miałam dreszcze a poza tym nie piłam alku bo jechałam – efekt był żałosny, po 10 minutach pląsów zapadłam w głęboką sofę i gadałam przez resztę wieczoru do telefonu (odkryta yumba chuka) troszkę żałuję, że nie byłam w fazie z dorotą, którą znam jeszcze z pra-pra-praczasów, a która odkrywszy, że truly deeply kocha SFA, upiła się radośnie i do imentu. nie mogę być w fazie z kimś takim. od ponad roku mieszkam grzecznie w stałym związku, jestem już gdzie indziej! brzydko trzeźwa postanowiłam pożegnać miłą gospodynię bolesną i celną strzałą śniegową prościutko w czoło. kula rozbryzgała się na odsłoniętym dekolcie. niezły akcent na pożegnanie.
reszta nocy w cedeku. znów go odnowili. fajne żyrandole w stylu anny kareniny. w dobrym guście ale w stronę uni :( skifa się zrobiła jednakowoż w końcu. s marudził okropnie na buraków, którzy mieli go odwieźć z burakowskiej, ale w końcu skapitulował.

.

0

kurwa ja pierdolę

na biznesową imprezkę zaprasza się premiera państwa?
to może na bal NIKu zaprosić prezesów największych spółek giełdowych


  • RSS