bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

pierwsza!

0

musiałam dziś rozkodować alarm :)) rano wszystko wygląda radośniej i nawet ból w udach tak bardzo nie przeszkadza

a jednak – protest

2

kurwa dupa cipa chuj. jak przeklinać – to błagam, chociaż z wdziękiem! Litości! Pamiętam, że siedząc na balkonie mokotowskiego mieszkania i będąc łechatanym przez liście klonu, słuchać trzeba było odgłosów dochodzących z boiska. uważało się to za dopust boży, najgorszą z najgorszych plag. Mam tego dość. Kiedyś kurwa ja pierdolę burzyło krew i mobilizowało wszystkie siły do działania. teraz czuję się jak na tym balkonie.

imp.quit the jobs

2

bym wolała at the moment biegać po trawie na bosaka. po rżysku. żeby był straszny upał. liczyć konwalie na skarpie. zastanawiać się długie godziny nad rzeczami odległymi o lata świetlne. zanużać brodę w zimnej bezszelestnej zielonej cieczy. na długo. układać bajki do sęków na suficie. gapić się w znikający między nogami piasek z zieloną linią trawy pośrodku. dostawać skurczy ze śmiechu. pić wódkę. biec drogą na której znam każde źdźbło. bać się ciemności. jeść czereśnie z miski. podziwiać duży palec u nogi.

bulwar wschodzącego słońca

2

czekało żeby wyłonić się AKURAT w momencie naj naj naj odpowiedniejszym – aż dotrę na skraj bulwaru, skąd można było je sobie spokojnie popodziwiać jak wstaje znad falochronu, tuż tuż nad powierzchnią wody.

bilet wte 100
hotel bo nie wytrzymałam 90
taksa bo nie wytrzymałam 8,50 (tak! osiem pięćdziesiąt!)
kurczaczek, tost, hotdog bo nie wytrzymałam – jakieś, no , 20
taksa wewte bo strasznie wiało 8,50
bilet wewte 75
taksa home 8,80

i trzy stoofki pękły …. jak bańka …. jak sen o warszawie

rusłana na topie, gada się jak do ściany, odhaczam co do mnie należy. deszcz i zimno na molo, pociągi nie jeżdżą jak trzeba. boli mnie gardło. co to było, to coś takiego wielkiego, co mnie zaabsorbowało na sekundę całkowicie? co to takiego było ? ?

chałtury, chałturyyyyy

0

mejle adresowane do „Wszyscy” mogą być czasem zgubne :)) Koleś miał do sprzedania bilety na imprezę – ja odpisałam, że biorę po 30 a t, że po 40. Weź tu teraz pertraktuj i odkręcaj :))
Koncert był wart najwyżej 30. Publika przyszła na KONCERT tymczasem to słowo zawiera w sobie jakąś interakcję wykonawcy z publicznością, a tego zupełnie zabrakło. No i co z tego, że to była tylko muzyka, tylko elektroniczna. Jeżeli faceci jeżdżą po świecie i ją puszczają to, myślę, powinno im zależeć, żeby na przykład odbiorcy ją zrozumieli, albo na rozkręceniu atmosfery, lub, w najgorszym przypadku, jak wszystko zawiodło – uśmiechać się do publiczności !!! Otóż nie, weszli na scenę (mocno spóźnieni) zapalili papierosiki, puścili długiego seta i zeszli :)) To się powinno nazywać podkład do piwa w klubie. Na pewno nie koncert.

dilbert story

2

Dzień w biurze, kolejny dzień w biurze, po wczorajszym i przed jutrzejszym. Dzień schizy, dzień w plecy, kurwa, kupowania kawy i sprawdzania, czy toaleta jest czysta. Żeby chociaż wieczorem się najarać, albo mieć zajebisty seks. Śni mi się, że wylatuję windą w powietrze i zaraz umrę, a rano wzywam taksę. Pouczam palanta jak ma jechać, bo nie wie, gdzie wjechać na wiadukt ani kiedy zmienić pas. Stosuję zasadę „klienta wewnętrznego” i kadry się cieszą. Jedyna przyjaciółka ma męża, jedyna kumpela olewa mnie znad morza, jedyna fajna knajpa jest zbyt modna, jedyny interesujący facet właśnie kogoś porzucił, jedyne ludzkie uczucia jakie umiem jeszcze w sobie rozpoznać to świadomość, że kiedyś umrę, ale blada, bo to jeszcze daleko.

Całym sensem mojego życia jest te piętnaście minut, kiedy zamawiam obiady. Gdyby nie one, byłoby słabo. Słodki rytuał lunchowy, kiedy zapominam o korupcji, nie zapłaconych mandatach i raku. Prostuję skrzydła i nabieram pewności siebie. Płonę z ciekawości, kto odważy się dziś bulić Ziutowi za frykadelki, w ciemno wiem ile osób dziś zje zupę. Badam popularność dań jarskich, stopień znudzenia życiem stołujących się i czas dostawy zimą. Rozkoszuję się przeciąganiem wyboru przez Waldka, wsłuchuję w niewyraźne r Inżyniera, pięć razy sprawdzam, czy Hofi przyjechał już z Agencji, oceniając jego szanse na zjedzenie czegoś. Czekam dzień po dniu, aż złamie się kolejny pewniak i zaskoczy mnie nietypowym zamówieniem.

To była proszę ciebie kobieta zagadka,
Pół japonka, pół serbo-chorwatka
PaliLuna. Muzyka, która powoduje mrowienie tam, gdzie nie ma ciała.

Panna o rozmiarze SS wydaje z siebie dzwięki niedonośnie … a w zespole ma profesjonalistów, mężczyzn o sile górnika na przodku mało brakowało a nie weszlibyśmy wcale do studia Agnieszki a szkoda byłaby wielka szkoda byłoby tylu przebojów, szkoda mocnego drugiego bisu, szkoda piątego kawałka, w którym Valerie nie była niepewną siebie stremowaną drobnicą ależ ona jest nie frontmenowa.

zapach ozonu

0

rozszerzam chrapy. cisza w miejscu, w którym do tej pory zawsze zgiełk i zarazki. słychać tylko cudowną letnią burzę za oknem, uderzanie deszczu w parapet, szelest wertikali ;) i alarmy samochodów ;) hektolitry wody spadają na miasto. bozia gra w kręgle.


  • RSS