bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

mniej wiesz – dłużej pożyjesz

2

welkaaaaaaam
wróciłem.
pokrak.

hhhaaahahahahhaaaha
znów jezdem sobą
hhahhhahaaahahahaaa

bakcyl

0

grozny (ale swojski) bakcyl wylaczyl m z zycia, zatem panaji i old goa przeszlo nam kolo nosa.

jakis tydzien temu zapobiegawczo kupilismy sobie bilet NA POCIAG zeby uniknac wycienczajacej-krwawej-zabojczej jazdy autobusem. Bilet byl zaplanowany-pomyslany-zarezerwowany na jazde w dzien, zeby ZWIEDZAC przez okno; linia uruchomiona w 97 roku, [good indian government, otwiera koleje jak inne kraje zamykaja]. zeby wsiasc do pociagu nalezalo ewakuowac sie z plazy o straszliwej godzinie 5.40 rano. Nie wiedzielismy wprawdzie o ktorej dokladnie pociag ma odjechac, kazdy pytany hindus podawal inna godzine, ale w koncu to jedna linia polnoc-poludnie, wygladalo ze moze sie udac. W okolicach siodmej zajelismy strategiczne miejsca obserwacyjne przy oknie w ekspresie Natravati. Po czym, po jakims czasie, ujrzelismy za oknem nazwe stacji POPRZEDNIEJ. Owszem, milo byloby zwiedzic poludnie, nawet mimo szalejacych tam resztek monsunu, ale rozsadek kazal nam w poplochu opuscic pociag. w koncu chcemy zdazyc na lot do domu. Stojac z rozwinietymi spiworami pod pachami na peronie bylismy lagodnie mowiac – wytraceni z rownowagi. Ale tylko przez chwile, bo za 10 minut na sasiedni peron wjechal NASZ Natravati, dobry, spozniony Natravati, zmierzajacy na polnoc.

Aha, okienka sa strasznie male. I widac przez nie tylko trochie.

jestesmy spowrotem w big city. podrozujac podmiejska kolejka mozna poczuc na plecach oddech 17 milionow mieszkancow. osobne wagony sa dla madams a osobne dla sirs, m wepchnal mnie zdecydowanym ruchem rekonwalescenta do meskiego. Niby nic, tlumy jadace dokads. Meskie tlumy. Jednak zebrzace za pomoca krwawiacego kikuta dziecko tym razem mnie zdenerwowalo i przestraszylo.

Dzis byly prawdziwe zabytki. Poplynelismy na wyspe Slonia zeby zobaczyc wyrzezbione w skale swiatynie z VI wieku.

o wyzwoleniu kobiet

4

Karramba.
W Arambol jest kantorek turystyczno-czenczmany-internetowy. Siedza sobie w nim dwie niewiasty. Zapragnelismy wymienic tam sto dolarow na rupie. Kurs jest za dolara 44,2. Poploch, poruszenie, zesputy kalkulator! Czas plynie nieublaganie a niewiasty wciaz nie wiedza ile nam rupii sie nalezy za sto dolcow. Piec minut, dziesiec …. Ktoras pobiegla do sasiada po kalkulator i wreszcie sie udalo. Amen.

portugalska konkwista

0

Jak mowi lonley planet – good places go to bad and bad go to bankrupt. Opuscilismy Palolem (ja cala we lzach ;))) zeby zakotwiczyc sie przelotnie w Anjunie. Smutek tu brud i ubostwo a ponoc kiedys raj goa transu. Moze zreszta nadal (gdzies bardziej na ladzie) ale strasznie nie chcialo mi sie sprawdzac. Teraz zostaly im chyba tylko glosniki. W Anjunie bylismy bo chcialam zobaczyc pchli targ, jest tam co srode. „No big los” jak mowi Yuha, jesli sie to ominie, ale skoro juz dotarlismy… Imponujace sa rozmiary tego targu, no chyba taki drugi stadion dziesieciolecia tylko porozkladany na bambusowych palikach. I nie w ksztalcie kola tylko prostokata :)) Poza sroda to smutne suche badyle ciagnace sie chyba ze dwa kilometry. Ale w srode mega koloryt. Targ sie zaczal jak przyszli hipisi sprzedawac swoje levisy za rupie pozwalajace im dluzej zostac w Goa. A teraz to jest wielki india shop. I kazdy sklepikarz chce zebys obejrzal jego rzeczy. I jest bardzo tanio. Na targ przyjechala tez mama z trojka dzieci, shopping kazdy lubi. I kazdy robi co moze: oni na przyklad mieli rozkladany na plazy cyrk z chodzeniem na linie, jeden numer jakies dwadziescia minut. a potem mozna pobiec na stagany.

Pojechalismy jeszcze bardziej na polnoc, jestesmy tu pierwszy dzien, mamy mila chatke, zobaczymy co nam przyniesie Arambol.

A, bo to wszystko przez Portugalczykow. Dlatego w Goa panie nosza ladne bufiaste sukienki zamiast sari (sic!) a chlopaki graja nie w krykieta tylko w pilke nozna.

Faceci z fantazja, gruba kasa i ochota na znacznie wiecej z handlu przyprawami przyplywali statkami z poteznej wtedy Portugalii. Budowali na wybrzezu forty. Na przyklad Capo Da Rama. I teraz jak sie chodzi po zarosnietych Banyan trees laterytowych wzgorzach, mijajac biale krzyze zakopanych tu i owdzie konkwistadorow, a kracza wrony i warcza zmykajace makaki to – to robi niesamowite wrazenie.

resetacja

2

to nie bylo za bardzo rozsadne udac sie po pierwsze na plazke. nie chce sie stad jechac. nigdzie. zadomowilam sie :)))

z zycia roznych kultur:

ja pytam: „czy bylo fajnie” „czy to jest cool enough”
hindus pyta: „czy dobrze sie z tym czules” „czy jestes szczesliwy z tym”. taka subtelna roznica.

mumbay

4

hielol. ups, nie maja tu polskich literek. za chwile wsiadam do autobusu i za kolejnych 16 godzin bede na goa. w bombaju spedzilismy kilka nocy w umiarkowanie zawszalym hoteliku po jakies 230 rupii za osobe. 44 rupii to dolar. z okienkiem, telewizja i prysznicem, wiec raczej nie mozna narzekac. regularnie kolo pierwszej w nocy budzilismy sie i przez jakies dwie trzy godziny ogladalismy telewizje indyjska, moze przez upal a moze przez roznice czasu. trzyosobowy pokoik (jest z nami holenderska rasta girl Merel) mial akurat tyle miejsca zeby zmiescily sie w nim dwa lozka.

Merel ma dosc miasta ale ja moglabym spedzic w bombaju nastepny tydzien. krecimy sie wokol centrum i jest super, ale zeby dostac sie tu z lotniska jechalismy 40 minut taksa przez miedzy innymi smierdzace, najwieksze w azji, slumsy.

wczoraj bylismy w kinie i zrozumialam wszystko. w indyjskich filmach kwestie niekoniecznie najwazniejsze dla fabuly ale obdarzone duzym ladunkiem emocjonalnym wypowiadane sa po angielsku :)))))

nie chce sie tu jesc. po jednym kesie jestem full. na razie zoladek nie zawiodl, odpukac.

biale male dzieci sa pulpetami, ale indyjskie sa sliczne – szczuplutkie i jak miniaturki doroslych. wczoraj jak przepychalismy sie w tlumie kolo dworca w celu zdobycia biletow na pociag (nie do zdobycia) jeden szczeniak chcial mnie wepchnac w wielka kupe gnoju. just for fun. malo brakowalo.


  • RSS