bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2004

wow wow

0

wow wow wow wow
czyli: wszystkiego naj naj w nowym roku premiowym. moi ołpenspejsowicze są jeden w jeden baaaardzo uśmiechnięci. sołemaj.

zimowy mroźny dzień

1

Dziś z mamą pochowałyśmy dziadków. Jest bardzo ładnie i chyba tak jak by chcieli. Babcia zmarła 9 stycznia a dziadek 12 marca w 98 roku.

bardzo dobrze jest zobaczyć stare znajome twarze i zatęsknić za lepszym życiem, no takie świąteczne przemyślenie.

rules in the world of mules

0

zastanawiam się jak duży jest zapas sympatii społeczeństwa do mnie. chyba duży, biorąc pod uwagę że poniższe wyskoki nie są samotnymi incydentami:
1.
knajpa. znajoma twarz. okazuje sie że ZT zna kogoś kogo chciałabym poznać. w ferworze szczerości opowiadam:
- bo wiesz on mial taki gest podobno (prezentuję) i teraz, jak jestem zadowolona, to właśnie TAK robię
-(syk przez zęby) terrrrazzz jużżż pewnie tak nie rrrrooobiii
background historii odkrywa się następnie przede mną: ZT jest wieloletnim przyjacielem KKCP, a nawet kiedyś się w nim podkochiwał. rzeczony gest w oryginale nie był wcale niewinny lecz troszkę śmiesznawy :/
2.
w ołpen spejs wpada kolega. kolega jest postury słusznej, doskonale umięśniony, i gdy łapie mnie lumbago potrafi ulżyć mojej szyi masażem jak nikt. nerwowym wzrokiem luka na zegarek. niestety – dwunasta już wybiła zatem ścigany i poszukiwany osobnik udał się na obiad (rzecz święta o tej porze)
radośnie wołam do zdyszanego kolegi:
-za późno! musisz więcej ćwiczyć!

jak mówi chińskie przysłowie

0

czyli dialogi na cztery nogi.

telewizyjne:
-przyszłam do teleturnieju żeby poznać kazię (cóż za wzruszające wyznanie)
-czy on jest spokojny? on (w tym wypadku gene hackman)jest taki spokojny, że jak śpi to owce liczą jego!

oraz dilbertowe:
-krótko mówiąc – niektóre kolczyki są od czapy (już chyba bardziej sensownie byłoby „spod czapy”)
-być może chodzi o to, że ty za wcześnie kończysz?
-zobacz w ciele! zobacz w ciele jak to wychodzi!

tomatołs, tomejtołs

3

baby boom, baby boom indeed. naród poszedł w tango. w efekcie rodzą się natalie, ole, kajetany, piotrki, olivki, vesny, zosie, stasie, basie. To pozytywnie zmienia moje patrzenie na świat, ponieważ mam wreszcie szansę zatrzymywania się przy stoiskach z akcesoriami. Paradoksalnie, chociaż jak mówi pani doktor „został mi najwyżej rok” oraz że „jestem dziewczyna na pokaz” nie powoduje to eksplozji macierzyńskich potrzeb. Być może dlatego, że częściowo są zaspokajane przy dorosłych hehe a częściowo no bo horyzont mi się poszerzył o opcję egoistycznego życia we dwoje. a czemu nie. a może i nawet w pojedynkę.

swoją drogą stwierdzić muszę, że kupowanie ciuszków dla „new baby” nie jest sprawą prostą, bo:
1. czy małemu dziecku potrzebne są skarpetki? ano prawdopodobnie nie. ale mogę sobie to tylko wyobrażać.
2. czy dobrze jest kupić (śliczną skądinąd sam-bym-taką-chciał-mieć) bluzę, jeśli jest zakładana przez głowę? raczej nie.
3. czy przymilne panie stojące przy każdym stoisku, a nawet przy każdej PÓŁCE, posiadają gust? Definitywnie nie posiadają. Nie mówiąc o producentach.

turpizm

1

dostaję garba, bolących oczu, flakowatego siedziska i suchej skóry.

< wzdech >

i spojrzenia golluma

< wzdech >


  • RSS