bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

ups and downs

0

w tym roku jestem jedną wśród tych stu osiemdziesięciu milionów, które nienawidzą świąt

„www.ihatechristmas.com”

nie mogąc pogodzić silnego zdenerwowania przedporodowego z podnieceniem przedświątecznym i zaaferowaniem (atmosferą, sprawunkami, etc) słusznie postawiłam na poród, odmówiłam ubierania choinki, prezenty kupiłam dużo wcześniej (kupić, zapakować, zapomnieć) a wigilię zaplanowałam w zaciszu domowym, już we troje.

tylko że jestem po terminie osiem dni, wigilia jutro i ani śladu skurczy

psycha słabo sobie z tym radziła, nie mogłam w nocy spać bo nasłuchiwałam ruchów dziecka, lekarz kazał liczyć „jak przez trzy godziny się nie poruszy to proszę przyjść” do tego co drugi dzień na n godzin (jedna do trzech) na izbie przyjęć „na drągu i w przeciągu” na nasłuchiwaniu tętna z lekarzmi i położnymi różnej prowieniencji, strach że przenoszę, strach przed porodem, strach przed cesarką, wywołać czy nie wywołać, masować brodawki, i te cudne ginekologiczne określenia: czop śluzowy, stara pierwiastka, nacięcie krocza, macica się stawia, zmiękczyć szyjkę, no można się spoko popłakać

i dopadły mnie święta. najpierw ten cudny biały śnieżek, potem uderzający aromat kapusty i grzybów na klatce. tak się zaczęło, a potem poszło łatwo. telefon od rodziców „skoro nie rodzicie to przyjdzcie do nas na wigilię” no to skoro nie rodzę to chociaż śledzie, mąż kupił choinkę, jeszcze się łamałam, nie pomogę ubierać, ale jakoś tak coraz słabiej, potem nie wypadało oponować skoro zrobił zakupy, zaplanował menu i odkurzył

a dziś na izbie przyjęć usłyszałam „nie robię pani usg bo mam dużo pacjentek i żadnych postępów” zwróciłam się więc po raz kolejny w stronę dobrego damiana: usg? najwcześniej jutro. ma pani u nas abonament? proszę poczekać. zdąży pani dojechać za pół godziny na foksal? a lekarz został po godzinach bez kolacji.

uff. „główka duża ale nie ogromna, brzuszek tłuściutki, 3 kilo 900, wody płodowe w normie, łożysko z oznakami wapnienia ale nie ma powodów do niepokoju. chodzi pani na ktg? to dobrze. w damianie generalnie 10 dnia wywołujemy. gdzie pani rodzi? a, gdyby się pani rozmyśliła to zapraszamy do damiana.”

może się i rozmyślę. a ma ktoś wolne 4 tysiaki na poród?

i tak kupiłam sobie jedną spokojną noc. a właścieie nie kupiłam bo czy wspomniałam o tym, że mi zrobili to usg za friko?

prosto z usg pojechaliśmy na wigilię do lotosa (ja: fioletowa bluzka i butelkowe spodnie, wszystko wypaprane od góry do dołu żelem z usg, można zobaczyć na zdjęciach) gdzie przy dłuuuuuugim stole nad śledziem i wódką zasiadło 20 osób.

i już jest wszystko dobrze :)

„człowiek jest już zmęczony” powiedział pan doktor na izbie przyjęć. „Ola” dodałam.

na ktg poszłam bez śniadania, Olka spała jeszcze w najlepsze. niskie tętno i prawie prosta linia zapisu (jakiej jeszcze nie widziałam) wywołały lekkie zaniepokojenie, zwłaszcza że raczyła się tylko raz nieznacznie przekręcić. Amplituda skoczyła jak zaczęłam do niej przemawiać, doceniam. Jednakowoż nie pozwolono mi wrócić do domu na śniadanie z mężem („przecież to kilometr stąd…”) udałam się za to liczyć ruchy do baru szpitalnego znanego skądinąd, podziemnego i dusznego. Olka się zbudziła.

Godne odnotowania są: empatia lekarza, który pomógł mi wygrzebać odpowiedni papierek z przepastnej ciążowej dokumentacji a następnie widząc, że nie umiem podjąć decyzji, zapisał mnie sam na godzinę 10 („bo znów pani przyjdzie bez śniadania”) no i jeszcze fakt, że boją się jak czort coś teraz zaniedbać. czuj duch. dobry szpital.

rodzina działa na mnie mocno depresyjnie. głupia sytuacja przy urodzinach dziecka. not my foult. sori. naiwnie myślę że no teraz to będzie wszystko radośnie skoro JA RODZĘ. a gówno. brrr.

zbilansowany posiłek

0

mnie, analom oraz części zarządu (aczkolwiek w innym czasie i z innych powodów) obiad wypadł dziś w auli szamki przy multiplexie.

wróble co chwila spadały z sufitu na stoliki na zbilansowany posiłek

spotkałam wczoraj cezarego. cezary jest najlepszym deweloperem wśród pastorów a także najlepszym pastorem wśród deweloperów. widuję go raz w roku na imprezie wigilijnej. dwa metry cezarego stanęło nade mną ze swym rozbrajającym uśmiechem. Ja przed nim dumnie – dwa dni po terminie porodu.

-Kasiu co słychać. wyszłaś za mąż?
-Yym. Cezary patrz rośniemy. Ja wszerz a ty wzwyż
-Zdejmij to futerko bo ci za gorąco
-Nie mogę. To część mojej przemyślanej kreacji która ma załagodzić nieco niezbyt wieczorowe kształty


dalej czyniliśmy sobie grzeczności od których rzeczywiście zrobiło mi się gorąco i zdjęłam sweter z rzeczonym futerkiem.


-Kasiu ty jesteś w ciąży! zauważył wreszcie Cezary

poza tym to wylałam całą szklankę soku porzeczkoweko (jednego z dziesięciu wypitych tego wieczora) na obrus, nałożyłam sobie na 10 różnych talerzy dziesięć razy ten sam zestaw: pierogi ruskie, kaczka pieczona, schab w galarecie, sałatka z ananasem, łosoś, prawie dojedzone talerze rozsiewałam potem po przestronnych „fuaje” exkina („Kasiu! Ale apetyt to ci dopisuje!”), obejrzałam Olika w wykonaniu GA (hehehehehe), dałam się molestować przyszłemu ojcu („no jeszcze rok temu gdzieś tam umawialiśmy się na rolkach a teraz no.. niesamowite, kosmos. chcę być ojcem”!) oraz usłyszałam n razy „jak ty świetnie wyglądasz jak na ciążę!” :/ byłam wymęczona jak po dniówce na przodku. warto było dla komplementów jakie prawił mi w drodze powrotnej mąż.

zmywarka nie rozwiąże problemu

0

obawiam się bowiem, że należy ją jakoś regularnie konserwować. myć. dopieszczać (zamiast wręcz odwrotnie – ona mnie). i hałasuje. nie daj boże ma programator. albo jest niedokładna.

na razie stoję na zmywaku. zatykam odpływ. psikam ludwikiem obficie. nalewam najgorętszej wody. wrzucam gary. czekam. przekładam gary do drugiego zlewu. zatykam odpływ. odkręcam kran. czekam. spłukuje się. wrzucam gary na ten plastik. schną. brr.

nowa umiejętność

0

Ola nauczyła się przesuwać piętą wzdłuż całego brzucha. jak to zrobiła pierwszy raz to aż krzyknęłam :)

przyszli z własnymi kapciami.

najpierw poprosili o odkurzacz, potem dopiero o herbatę.

stolarze.

potomkowie tego co to się mozolił dla zbudowania jednego stołu.

Mr Birth

0

wyszorowałam szafę mydłem jeleń i nic. przebiegłam całe CH Marki. przemaszerowałam niczym partyzant przez puszczę. kompletnie nic.

powoli mam dosyć tego trójkąta. Ja, Olka i Pan Poród.

facet jest zupełnie nieprzewidywalny i ani ja ani Olka nie mamy wpływu na to czy się pojawi. w czwartek w każdym razie idę na imprezę wigilijną. mam własne życie. niech nie myśli że będę siedzieć i na niego czekać :)

korporacja

0

od dwóch miesięcy nie ma mnie w biurze. dziś na moją skrzynkę przyszło 38 mejli. machina miele.

czasem

0

każde z nas lubi pokazać, na co go stać. w sensie bywamy okrutni. jakoś tak – daję sobie z tym radę. myślę że dzieci bywają jeszcze gorsze. i też – że mam jakąś nieprzekraczalną granicę, za którą uwolniłabym się od cierpienia.

a poza tym to wyobrażam sobie, że siedzę przy świecach, przygaszonym świetle, spokojnej muzyce w przytulnej sali porodowej i łagodzę stresy Oli, której dom zawala się na głowę, ciepłymi słowami. moje krocze jest super elastyczne, moje dziecko spokojnie przechodzi z pępowiny na płuca, gdy krew z łożyska jeszcze tętni a potem zasypia umęczone a ja kolonizuję je przyjaznymi bakteriami z dekoltu.

taaaa, za dużo się naczytałam „rodzić po ludzku”

tak dla równowagi

0

kurwa mać co za debilne zajęcie to zmywanie


  • RSS