urlop macierzyński jest jak platformówka. jak nauczysz się zabijać potwory z pierwszej sali, to w nagrodę przechodzisz do następnej, gdzie są te same potwory, tylko dużo szybciej latające i jeszcze kilka nowych. albo raczej jak zabawa w podrzucanie kamyków jedną ręką. mniej więcej każdy normalny średnio rozwinięty człowiek potrafi podrzucić do góry kamyczek i go złapać. po paru ćwiczeniach większości też udaje się podrzucić do góry kamyczek i w międzyczasie jak będzie spadał podrzucić następny, złapać pierwszy, i złapać drugi. z trzema nigdy mi się nie udało. opanowałam karmienie i przewijanie. na ogół udaje mi się odkurzyć i poprasować, choć nieregularnie. na spacer udaję się przy sprzyjających okolicznościach. i tyle. remont piwnicy wydaje się być piątym kamyczkiem.

urlop kończy mi się 7 kwietnia, potem będę podrzucać na nielegalu.