bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

amazed by pok

0

zdejmuje ściereczkę z kaloryfera i wyciera nią podłogę, zamiata zmiotką dywaniki w kuchni, wozi tekturowe pudło po zabawakach po całym domu i wkłada tam różne przedmioty, umieszcza się w szufladach i innych przydatnych do tego przegródkach, pilota nosi dumnie po domu i robi nim różne rzeczy – nie wiem co, ale wyraźnie coś, no i próbuje uczesać się szczotką.

takie celowe wymyślone działanie wprawia mnie niezmiennie w całkowite osłupienie, nie wiem kiedy się z tym oswoję.

aha, świat dzieli się na kwiatuszki (wąchu-wąchu) i maszyny (brumbrum). I mam wrażenie, że to Olka najbardziej ze wszystkich domowników lubi zmywarkę.

ps. sza, ale pieski, ptaszki i lampy powoli odchodzą do lamusa.

.

3

271e88b3aea73b61301cc1bd1cb0302b,10,19,0

zabawy fundamentalne

0

upodlenie nastąpiło klasycznie pod względem miejca oraz czasu. a osób – nie. były bliskie spotkania drugiego stopnia, rozpacz nad nienarodzonymi dziećmi, pan walczak we własnej osobie, zjazd ze stołka, słodka karolka, w każdej szklance moje piwo (dziwne). nadal po wódce nabieram odwagi. coś nowego – teraz przed wódką jestem cichutka. wszystkie rozmowy wypłynęły ze mnie razem z alkoholizowanym mlekiem do kanalizacji.

moralniak? odnotowany.

dwa smutki

2

kap kap nasiąka koszulka spływa na ciemną podłogę

powrót aniołka czarliego

1

Homeostaza is back. Równowaga między matką i córką, delikatne porozumienie pozwalające nam cieszyć się różnymi-takimi – liśćmi, netem, spacerami, zakupami w malu, gniazdkami z prądem, nową kuchnią, gałką od robienia głośniej w radiu, kawą z mlekiem w ciszy. Miałam chwile zwątpienia podczas trwającej tydzień trzydniówki, myślałam, że mały potworek zostanie ze mną na stałe. Trzeba było odespać. Odsypiałyśmy dwa dni.

Kiedy nastąpi wreszcie długo oczekiwany i ciągle nieprzychodzący piątek?

capretto scemetto

0

Byłyśmy na spacerze. Zostałam, jak zwykle, powiadomiona o wszystkich samolotach, samochodach, pieskach, kwiatkach i lampach. Bardzo miła pogawędka.

Wybucha mi raz na jakiś czas nagłym rykiem. Ki czort. Niedokarmiona? Ząb? COŚ JĄ BOLI? CO?

Tekst dnia: facet do sprzątania po remoncie: „nie po to się tyle lat uczyłem, żeby brać za dniówkę 60 zeta”. Chodzę sobie teraz po pustym czystym domu i poprawiam, zmywam najmniejsze ślady smużek i zastanawiam, o ile przemilczeć cenę.

Pies zdechł. Nie cierpiałam bydlaka, ale to jest takie cholernie smutne.

recovering i papating

2

Naprawdę, jak już tak źle, że nie można wytrzymać, to – sprawdziłam to wielokrotnie doświadczalnie – to jest właśnie NAJGORSZY MOMENT, znaczy maximum funkcji, pik. I nie ma co brać kozy (choć już właśnie chciałam). Jak już jest tak, że dłużej po prostu nie wytrzymasz, to potem zaczyna odpuszczać. Tak po prostu jest.

Phi, trzydniówka, takie tam. Że mogłam przebić jelita termometrem? Że groziła kwasica od nadmiaru paracetamolu? Że stosowałam wielokrotnie przemoc by zaaplikować? No phi.

Chę do pracy. Chcę do biura. Chcę co rano nie zdążać. Chcę pić kawę z ekspresu. Chcę słyszeć odgłos drukarki. Chcę mieć głupiego szefa. Ja chcę do milenium praca!!!!!

Pies zdycha. To jest takie cholernie smutne.

www.ihatechristmas.com

0

na blogach początek sezonu grzewczego i spadające liście.

zanim wybuchnie gwiazdka – ciekawe kiedy pojawi się pierwsza dekoracja świąteczna? – będę mieć już kupionych większość prezentów. mwahaha.

kryzys mode: on.

0

przyszła. pierwsza choroba. ta, o której myślałam: tylko spokojnie, kiedyś MUSI nadejść. ta sama, o której myślałam: bożenobożenoboże-nieeeee-tylko-nie-to-bojęsię-bojęsię.

kiedy?

wczoraj. kiedy mamy niepodłączoną wodę w kuchni. i gaz. kiedy mąż ma kryzys rumuński, musi oddać na wtorek, (a do bukaresztu pojedzie X. dlaczego on? BO SIEMI NIE MAJĄ PASZPORTÓW hehehe). i łikend w robocie. kiedy już byłam spakowana na wyjazd z poczkiem do katowic. kiedy kupiony z wyprawką elektroniczny termometr zaginął czas jakiś temu, a na nowy nie mam odwagi wybulić.

głupia suka.

moje pięć minut

0

cisza. ciemno. dzidzia śpi i śni jej się pewnie duża różowa łopatka albo AAaaajdidididiiii (młoda bokserka). Piję herbatę z sokiem malinowym, jem trzy rodzaje ciastek kupionych od andrzeja boboli. Myślę o humbaku, którego starałam się zwabić przez trzy lata i dziś się, owszem, odezwał (co nie znaczy że odda mi kasę). Myślę o T, który dziś śpiewnym głosem mówił do mnie przez telefon „nie ma za co, to wszystko dla was, dzieci”. Jesień, ewidentnie, i to ten najcudniejszy odcinek jesieni – sam początek. Ciastka są dobre, sen dzidzi spokojny, całe złoto ulicy w tobie jest.


  • RSS