bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

zaczęło się o 8

1

a skończyło o 12. najpierw nie spodobały mi się zacieki na oknach u oli więc je umyłam. następnie naprawiłam Przeklęte Łóżeczko Drewexu (po wczorajszych harcach sióstr) then /te polskie następniki czasu są do bani. „następnie”, „potem”/ usmażyłam iaajooo na szynce. having done that pomachałam papa wręczywszy śmieci i umywszy uprzednio podłogę w kuchni. After that wzięłam poka pod pachę oraz big torbę i poooszłam. poczta /czy nie przeszkadza państwu że kupię znaczek bez kolejki?/ ramkarnia /olu która ramka jest żółta a co jest na tym obrazie nie dotykaj/ kancelaria – schody trzy razy wózek pod pachę, zdrowa żywność /daję sto a panu przestaje być tak miło/. trucht do domu zahaczony o warzywniak i mięsny. ewa błaszyk ubiera się za młodo. dobrze olu, kup fasolkę. proszę, nałóż do torebki. rączki mleczko spanie. serczing wózka spacerowego. zwąchanie okazji. błądzenie po ochocie w celu sprawdzenia okazji, która okazuje się mylna. pok ma wypadek w rowerku. wracamy. zupa. marchewka. naleśniki. ciastolina. pok robi naleśniki ze mła – smaruje naleśniki szpinakiem. dobrze mu idzie. potem zaś wali czołem w ścianę. jadę na pragę sprzątać. po drodze kupuję szelki przymierzam trzy pary butów i oglądam Jeszcze Jeden Wózek. następnie: piorę firankę, myję wszystkie powierzchnie, trzepię, ubieram pościel. a, jeszcze realizuję zamówienie na wodę mineralną a to mi akurat wypada w sklepie trzeszczów. wracam do domu i myślę, co ze mnie za kretynka, że taki sobie dzionek fundnęłam.

mam

0

bardzo mocno zaciśnięte zęby.

bardzo k. mocno.

bridal collection

0

zanosi się na mało tradycyjną uroczystość jedynym pszaśnym elementem będzie całkowicie niezamierzony żart o ptaszku

a czy do tego gniazdka jest ptaszek?

przytłaczające

0

taki obraz mam, bo odebrałam tysiąc pięćset telefonów od kobiet (bądź ich braci, konkubentów i alfonsów) i wszyscy chcą.

- to proszę mi opowiedzieć coś o sobie
- opiekowywałam się już dziećmi, mam swoich sześcioro

- co pani robiła ostatnio?
- no mówiłam już, na zmywaku byłam, co tu gadać

- tu jest taka 50 letnia kobieta, która chce u pani pracować
- a czy ta kobieta nie może sama rozmawiać?
- poprosić?
- tak
/odgłosy zza kurtyny: chrapliwe kobiece „wyłącz to!” długoletniego palacza/

mam jeszcze dać szansę matce Ukrainki dymiącej 40 papierosów dziennie lub mogłabym zatrudnić ze dwa tuziny przerażających czarownic pytających, czy to dziecko to nie jest za bardzo bezstresowo wychowywane albo tłumaczących, że małe dziewczynki są takie słodkie i grzeczne i dlatego ona dzwoni. brrr. i w ogóle tysiąc plus zamieszkanie MOŻE BYĆ.

generalnie to: po pięćdziesiątce faceci dają nogę lub umierają na zawał a paniom jest smutno i chciałyby się gdzieś przytulić. ale czy na grochowie to nie będzie zbyt niebezpiecznie? są też dwudziestki-trzydziestki chcące „coś, wie pani, przeżyć, zacząć coś nowego”

na tym szarym tle pojedynczymi kolorowymi kwiatkami są wesołe kumoszki, które nie chcą stetryczeć i muszą coś robić. lubią chodzić do teatru. albo jeździć po polsce. i tego będziemy się trzymać.

post scriptum. wieczorem. niezbyt późnym no ale jednak TAK KOŁO DZIEWIĄTEJ zadzwonił telefon, a w nim głos – dosłownie – pyta mnie A NA JAKIM JA STANOWISKU PRACUJĘ. i skąd to pytanie? a no stąd, że pani chciała tysiąc dwieście. serio.

płacząc idę do kuchni zrobić piętnastą kanapkę z miodem. mąż pokłócony. brat na astronomii. bożeboże.

olka jak widzi obcego wpada w rozedrganą histerię z wtulaniem na maksa i „nie ma nie ma” i „mami mami”. to nie ułatwia rozmów kwalifikacyjnych. ratunku.

glut

0

zaraził hankę (pamiętasz hankę? tak. a co robiła? myjja myjja.) przestraszył chłopaków na odyńca (nie chcemy tego bobasa tu. on ma gluta) nie pozwala nam się integrować z trudnointegrowalną rodziną (nie przywoźcie jej. dopiero ostatnio wyszliśmy ze wszystkich chorób) nauczył olkę wydmuchiwać sobie nos ze straszliwym wprost impetem oraz dawać się zjadać. no skoro sam się prosi. jego pochodzenie jest nieznane. może pourazowy. może z powodu wychodzących piątek. może dlatego że ja też mam katar. może to zwykły katar który się przedłuża z powodu klimatyzacji. może to alergia.

no i

0

czekało na mnie gotowe cieplutkie miejsce z widokiem na szeroookie wody. przystali na moje warunki. mogę 1/4 etatu odpracować w domu a pozostałą 1/2 w milenium nad akwarium. nie będę mieć natomiast wielopokoleniowej rodziny. muszę oddać poka, który opowiada wszystkim, że był nad morzem myjamyja i że ptaki w zoo robią AAAA, a na tubisia mówi p’tyiii, i mówi dwa, muszę–jeśli chcę do biura a chcę do biura–go oddać obcej babie na 5 godzin dziennie. a można byłoby wszak. no.

jak zwykle – ja to gorzej zniosę niż, całkiem-już-osobny-organizm, pok.

aha, pojechałam na pragie i wpisałam nas na 20 października.

wyjęłam z czeluści dmuchaną piłkę, z której posypał się piasek. piaseczek. ah.


  • RSS