bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2008

-znowu knocisz!
-tak, kmocę. ola lubi kmocić. tak elegancko kmoci się.

-mamo, jesteś klałnem! idziesz do pracy!

-oooojej a co to za stworzontko? mama!

a po drugiej stronie lustra:

-aniu, czy był lekarz?
-tak mamo, był.
-i powiedział ile mi zostało?
-nie powiedział
-nie? dlaczego?
-a skąd on ma wiedzieć?
-eeeh, to co to za lekarz.

-kto to jest ta pani?
-ta pani nam pomaga przy remoncie
-aaa! przy tym, co był wczoraj?
-mamo, remont jest od miesiąca!
-od miesiąca ?! kto by pomyślał!

hulakula diwidiwi

2

plan był taki – ja zabieram dziecko a ojciec montuje lampy na suficie.

wyjście z domu można zaliczyć do tych trudniejszych, dość, ze zeszło nam chyba z godzinę. ponieważ współmatki nawaliły zbiorczo a repertuar stołeczny na temat wartościowych atrakcji milczał, zaś aura ściskała w bólu dupy – po prostu ruszyłam samochodem przed siebie. wiadomo – dziecko przypięte, słucha muzyki lub emituje muzykę, spokój. ciepło. kręgosłup nie boli, nikt nie gryzie, nie kopie, nie opluwa, glut się jakoś tam sam musi utylizować.

jadę i jadę i dojechałam

/minąwszy pocztę – „o popatrz tu jest poczta mamo” !!! /

do hulakula.

plac zabaw jest chyba nienajgorzej pomyślany jako małpi gaj. dwulatek za jednym podejściem całości nie przerobi. kurka, moje dziecko, patrząc na inne małpiatki, nie jest wcale TAK rozwinięte ruchowo. w próbie statystycznej powyżej setki, jaką daje hula kula, wypada po prostu przeciętnie a wymiataczki śmigają po siatkach ze sznurka bez niczyjej asekuracji. najlepiej wypadają ci ze starszym rodzeństem bezpardonowo ciągani po zwyżkach, w pełni rodzeńskiego zachwytu. ola miała do dyspozycji tylko matkę i pajacyka nodiego, wyszarpniętego wcześniej kilka razy z łapsk dzieciorów-zabieraczy. zabawa była jednak przednia. rzucałyśmy się na przemian w wir ciał w basenie z piłkami, pod wodospad nóg ze zjeżdżalni, to w cichy kątek klockowy lub puchatkowy. oswajałyśmy przestrzenie metodą coraz większych kół.

tak czy owak, jeśli jesteście posiadaczami nieokiełznanego dziecięcia, które trzeba po prostu gdzieś wypuścić i jesteście gotowi przebywać tam, gdzie jak u piotrusia pana, żadne rozsądne zasady nie obowiązują, zabierzcie je do hulakula.

czy wspomniałam o grubej pani?
pok ma oswojone traumy i nie reaguje histerycznie ani na odgłos pieska ani sokowirówki. dorósł.
ale.
kiedy zjechał w czeluść pomarańczowej zjeżdżalni wprost na grubą panią, zupełnie się tego nie spodziewając, oszalał ze strachu.
oszalał do tego stopnia, że mieląc łapkami, niczym żabka w mleku która ubiła masło, wyskoczył spowrotem w górę zjeżdżalni.
od tej pory natykając się na grubą panią, każdorazowo uderzał w skowyt.
wychodząc omawiałyśmy sobie pewne sprawy:
-dlaczego ta pani była gruba?
-bo ludzie są różni olu, nie tacy sami, jedni chudzi, inni grubi
paplamy sobie wesoło
a pani siedzi przy stoliku obok. upssss.

.

0

frustracja minęła. wartością dodaną jest świeże powietrze oraz brilliant people. sytuacja wymarzona.
-mamo, dlaczego idziesz do pracy?
-bo lubię, jesta ciekawa i dobrze mi płacą [a poza tym nie siedzę tam aż tak długo, żeby zapomnieć jak pachniesz, córeczko]

szkoda że to przejściowe

.

0

nie lubię tego stanu, jak nie wiem co ze mną. z największym trudem, stopniowo, przekonuję własne ciało do opcji straight edge, skręcam w nią na siłę w momencie, gdy paliłam, piłam i miałam dużo spraw. Powrót do innego świata.

Zaczełam pamiętać o kwasie
jak robię kawę, to mi się włącza czerwone światło i pół wylewam
rzuciłam papierosy, co  w moim wypadku oznacza po prostu wyrzucenie

operacje na żywym organiźmie

0

olo zjadł dziś kawałek papryczki czuszki. niania krążyła potem przez dwie godziny pod szpitalem na wypadek ewentualnych komplikacji, na przykład alergicznych. trzygodzinny sen złagodził troszkę objawy rozpaczy na czerwonej buzi, zostały napuchnięte oczka. olo nie przyjmował ponoć żadnej pomocy. rozmawialiśmy potem długo na temat smaków różnych potraw, wyjaśnialiśmy wszystkie „dlaczego” i przytulaliśmy łkającego (już na pokaz) ola. zwłaszcza kolor czerwony stał się dla ola niepokojący. pomidora nie chciał jeść. z zastanowieniem mruczał: „Po też jest czerwona”

nielekko jest też w zaciszu gabinetów.

satyra w krótkich majteczkach

0

-kwestionariusz kładę na stole. podpisz.
-dobrze, to przynieś mi długopis i pokaż, w którym miejscu podpisać.
7.30. normalnie. pielucha, mleko, ubieranie, zupa, ubieranie na spacer, półtorej godziny żelazka, potem poczta, przedszkole, praca, LIM, kolacja, usypianie.

pościel mi łóżko.

nie. dopiero sie położyłem.

.

0

mamo, zrzucę tę układankę ze stołu, i przeproszę, zgoda?

Suddenly something has happened to me
As I was having my cup of tea
Suddenly I was feeling depressed
I was utterly and totally stressed

ale

0

jak wiadomo, wszystko się kończy. i życie płynie swym zwykłym, tragiczno-piękno-niewiadomo jakim torem.
lubię być dorosła. jest spokój. i wszystko lepiej smakuje.

poprzezpolapoprzezłąki

0

o wędrowaniu przy zasypianiu :

biedroneczka widzi żuka czego pan tu u mnie szuka niech pan spojrzy na pawiana a z piernika paź.

[no nic dziwnego, że pok ma trudności z zasypianiem. trudno to wszystko ujarzmić zapewne.]

pokażcie mi tych dobrych rodziców potrafiących zapewnić swoim dzieciom poczucie bezpieczeństwa


  • RSS