bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

the last vacation is coming

0

skrupulatnie wydziergany plan przenosin na kaszuby realizuję od nadchodzącej soboty. potem zamierzam przez trzy tygodnie oddychać resztkami życia. tudzież dać oddychać dziecku nieświadomemu, mimo silnej indoktrynacji lekturą astrid lindgren „ja też chcę mieć rodzeństwo”, swojego losu. zamierzam rozkładać sobie nad jeziorem krzesło i dawać żyć innym. i jak najmniej czuć brzemię. bo potem, potem…. potem będzie już tylko napad wicia gniazda, rozpacz że tracę pierworodną, chaos, apokalipsa…

ale zanim

to dziś jeszcze mam córkę, która zasypia codzień o dwudziestej pierwszej trzydzieści, męża w zachwytach, nianię na podorędziu, comiesięczny przelew i plan wyjazdu na wakacje uwzględniający potrzeby wszystkich, z posiłkami rozpisanymi na godziny.

natomiast moja teściowa przeczuwa huragan i mówi, patrząc na szalejące rodzeństwo: no masz dwójkę! pauza. ale to wcale nie musi być tak. tylko nie można za dużo pozwalać. trzeba mieć pomysł na dzieci i go realizować.

mamo, gdyby to miało tylko tak wyglądać, nie byłoby najgorzej. myślę, że w naszym wypadku prawda będzie leżeć bliżej talków.

wyczerpawszy już pełny repertuar namów na wyjście z wanny
postanowiłam
zagrozić
ZIMNYM PRYSZNICEM.
groźby zawsze działają.
nie tym razem. olo wszedł pleckami pod zimny strumień, stał sobie i twierdził, że to bardzo lubi.
w sensie, że kto tu będzie decydował, kiedy zakończyć kąpiel.

.

0

what a difference a day makes?


http://picasaweb.google.pl/k.hayder/Obrazek/photo#5226991992811621890

a difference is „janek i marianek”

wstaję

0

o trzeciej w nocy. bo te operatory matematyczne mi nie szły. idę do kuchni, dopisuję do listy zakupów na lodówce pomidory w puszce.

co za kosmos :)

zaczyna się trzeci trymestr

1

czarne chmury nad moją głowę. napływają, a żelazo spada.
dziecko – szatan nie dziecko, strach ściska krtań (zgubiłeś szablę, więc proszę, wstań)
dziecko właśnie wcwałowało do mnie krakowiakiem, bez majtek.
- dlaczego zdjęłaś majtki?
- żeby zrobić kupę
- gdzie?
- tu jest, pokażę ci. /idziemy oglądać kupę zawiniętą w haftowaną przez babcię serwetkę, leży schowana na łóżeczku./
- dlaczego nie do nocnika?
- bo w pokoju nie ma nocnika /a w ubikacji nie można słuchać pana kleksa/
- a gdzie robiłaś?
- rozłożyłam sobie serwetkę na materacu

kasjera w kerfurze życzy sobie żebym robiła jej robotę („nie miałam kogo poprosić, tu tylko parę osób NA SAMIE”). nerwy źle bardzo źle. wychodzę gardząc 12 złotymi (równowartość jednego mleka bebiko). w domu kluska na podłodze drugi dzień. i borelioza. płaczę, już nie chlipam tylko leję śliozy codziennie. jestem niepełnosprawna umysłowo i fizycznie. i to potrwa bardzo długo.

szał ciał

0

plac wilsona w dzień powszedni. czyli plac zabaw alfa bez sobotnich korków na zjeżdżalni.
olki trzygodzinny wycisk gimnastyczny.
ciężarówki kołyszące się na boki, bez szans na swobodny, radosny wyraz twarzy, wodzące wzrokiem za swymi starszymi.

strach to takie uczucie

0

jest, by informować o niebezpieczeństwie.
-dlaczego się bałam robaka, mamo? dlaczego krzyczałam? i zabrałaś robaka?
boimy się na przykład samochodów i dużych psów.
-i jak wilki przychodzą?
bałaś się robaczka, bo przyszedł do krzesełka, a ty byłaś zapięta i nie mogłaś uciec. a nie wiedziałaś, czy jest groźny czy nie.
-aha, taka to historia.

kurwa, dostałam prawie zawału, tak się wydarła. pierwsze skojarzenie, to że ugryzł ją wileki szerszeń. ale nie zawinęłam fiata wokół najbliższego słupa. nie.

lato lato.

wieliszewo pachnie borzechowem

0

rodzice z dzieckiem plus teściowie plus natura. i życie staje się proste. progenitura, której szare komóry hasają 250 razy szybciej niż moje, ma szansę przełączać się między czwórką dorosłych oraz zielonym trawnikiem. (twierdzę, że układ jeden na jeden MUSI być cokolwiek toksyczny) cóż, to najlepszy i najłatwiejszy sposób na odhowanie zdrowej latorośli. jednak niestety mi dany tylko w mikrowymiarze 5 dni.

pieszczę w pamięci widok dziadka i małego zadartego noska, w ogródku:
-sekaaatooor??? a dlaczego??? a czemu podsypujeeesz???

prasuję trzecią godzinę

0

-Olu, wytrzełem już
-Wytarłem!

-Olu, ubrzyj piżamkę
-Nie, ubierz!

Taka to skuteczna ojcowska lekcja deklinacji. A wydawało się, że materiał deklino-odporny.

-Mamo, przytul mnie (przytulam). I żyłaś długo i szczęśliwie!

i po balu

0

olo wraca dziś po południu. przygotowuję przestrzeń, by huraganik nie zmiótł przypadkowych sprzętów mieszkających sobie spokojnie w różnych punktach przez ostatnie 5 dni. przygotowuję się mentalnie do powrotu do życia z dwulatkiem, szybkim, niezrozumiałym, o dużych, wciąż niezaspokojonych, potrzebach.


  • RSS