bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

a łzy cisną

0

nie panuję nad sytuacją.

tłok, cztery, dwa, wszystko znowu

0

olo poszedł dziś drugi raz w życiu do przedszkola. po drodze dumnie komunikował, że zostanie tam SAM.
Usiadłam do wspólnego, dorosłego śniadania i gazety; wyszło nam, że następne takie śniadanie to jak Wituś (czy jak mu tam) pójdzie do przedszkola, za trzy lata.
Mam wisielczy śmiech, podoba mi się Maria Awaria i wybucham rechotem, że znajomy nowo upieczony „tata po raz drugi” wysunął „to był błąd”

co mnie odbija od dna i „efekt olki”

0

„o której mam wrócić?”
oraz, że w knajpie wybitnie dorosłej, dwóch młodych kolesi odwraca się i pytają, czy nie przeszkadza mi palenie. i gaszą.
oraz, że kasjerka w operze narodowej zamiast dać te zarezerwowane bilety n-tej kategorii, kasuje jakąś rezerwację i sprzedaje nam miejsca w pierwszym rzędzie. jest to chyba „efekt olki”.
oraz, że niania przyjechała z dorobionymi kluczami.

idee leżą dobrze tylko na manekinach

0

czyli jak mi idzie realizacja planu „pełna rodzina”
budzę się i – cholera jasna by to wzięła! – znowu jestem w ciąży. powoli obracam ciało, przy podnoszeniu go strzela mi kręgosłup oraz rozrywa krocze. próbuję złapać oddech oraz pion.
trzeba.
zmierzyć cukier. negocjować z olkiem stopień mojego uczestnictwa w jej poranku. spróbować nie rzucić męża.
trzeba usiąść.
spróbować nie nienawidzieć wszystkiego co żyje. spróbować nie przejmować się bałaganem w zabawkach i musli na połodze.
powoli realizować punkty dnia

chevrolet

0

w papierniku na dole tym razem wybór padł na zielony samochodzik. TEN zielony samochodzik. Wieczorem, po powrocie taty, rozmowa wyglądała tak:
-patrz, co kupiłyśmy. samochód.
-OO, JAKI ŁADNY! Stary!
-(zmarszczone czoło) Nie stary, NOWY!
-lesolak, stary model, coupe!
-(jeszcze niżej zmarszczone czoło) Nie kupe!

więc, w dobie kryzysu, co mną kieruje?

0

że muszę zasłużyć. i że jak nie ma poukładanych rzeczy, to już nie zasługuję. jak leżę i nie mogę, to podlegam karze. oraz, że żyję w lękach. a po co.

ósma de

0

w wydaniu „wszyscy-już-dojrzali-emocjonalnie”.
Powiedziałaś o mnie do Gryzki, śmiejąc się:
- Umrze, umrze!
I choć była to tylko figura logiczna plus, ale mniej, duchowe memento mori, to
trafiło akurat w moment, gdy połowa za nami, i widzę przed sobą ludzi przemijających inaczej niż ja, i mam cukrzycę, i jasne błękitne okna.
życzyłabym sobie żebyś jakoś przy mnie była przy tym umieraniu

metafizyka smyka

0

Po popołudniu spędzonym sam na sam z dziadkiem, którego ola rzadko widuje, zrobiła dwie kupy, dużą i małą.
Pochyliła się czule nad nimi, by stwierdzić wzruszona, że ta duża to dziadek, a ta mała to ona.

siedem gie

0

a wytrzymuję najwyżej sześć. zbyt duże przeciążenie, efekt – łzy pod powiekami. niestety zbyt mocno zaciśnięte, ze strachu przed zalewem emocji, zęby, nie pozwalają im wypłynąć.
pani Muszę-Dać-Radę, czyli ograniczające błędy wychowawcze opiekunów.

rossman
pałętam się między półkami, testery mam rozsmarowane tu i ówdzie. pok upomina się o swoje prawa. ustalamy, że nie kupi sobie różu w kolorze my-little-pony, w cenie obiadu dla dwóch osób, lecz uda się do półki z cieniami do powiek po piątalu. zadowolona od razu rozdziewicza małe pudełeczko z bardzo niebieskim proszkiem. pacyfikujemy dziada ochroniarza, cofa się do jaskinii. kontynuujemy.

-TATA będzie zachwycony, jak zobaczy, jak my to świetnie robimy. przy silnie zaakcentowanym „ach” podnosi głos oraz ramiona

a następnie, obrażonym tonem, do nachalnie gapiącej się pani w kolejce do kasy:

-My tego UŻYWAMY, wiesz?

owa pani proponuje mi zakupy bez kolejki, skrzętnie korzystam, ściskając w garści puder, podkład i róż…

muszę inteligentnie pchać wózek. sama.

0

Olo – Księżniczka Jęczybuła. Ja – Pani-Ograniczone-Możliwości. Olcio stracił cały kaszubski rezon na rzecz smutnej adaptacji do miejskiego smogu i nieluksusowej sytuacji w domu. A teraz będzie jak po grudzie. Zaprowadzę ją do przedszkola. Przyniosę brata.
W nocy spocona jak mysz przewracam się ciężko z boku na bok, śnię koszmary, budzę się od makabrycznych skurczy w łydkach lub z braku powietrza. Potem budzi się Olo i na dzień dobry, nie wiedząc dlaczego, płacze pół godziny. Gardło ją boli, glut pooperacyjny zatyka, mleka nie może pić, nie może się naprzytulać, wszystko jest źle.

Wyszłabym na jesienny spacer rozkoszować się zapchem zimna i sobą oraz przyszłością, ale nie mam siły.

Przychodzi Julek. Patrzę na jego piękną siwiznę, myślę o nieuchronnej katastrofie, do jakiej zmierza i nie mam siły, żeby się od tego odciąć.


  • RSS