bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

.

2

trzeba się cieszyć tym, co się ma, prawda? no bo wszak są ataki tarczycy wierzyciele guzy przysadki zawały serca parkinson miażdżyca wypadki rowerowe domy starości zapalenia stawów
ale nie my nie nas…
[no otóż właśnie nas].

mówią o mnie THIS LADY

śniło mi się dziś, że ojciec czworaczków mnie zostawił i zostałam samotną matką dwójki dzieci. motyw ojca czworaczków jest bardzo ciekawy w swojej nieustępliwości. dlatego zapisuję jego kolejne odsłony.

.

0

trafił mi się model o wyższej inteligencji. posiada funkcję NIEEFEKTYWNE ZUŻYCIE ENERGII – ZAPRZESTAĆ BEKASA. prototypowo dopuścił do produkcji kupę nowego koloru. zielonego. żegnajcie kanarkowe monochromy.

a oto, co mamy na tapecie, czyli pierwsi przyjaciele.

(very, very much)

wit uważa, że się świetnie ubieram.

zaś u blondynki ładowanie danych w pełnym toku. mamo, co to jest semolina. mamo, co to jest bachor. mamo, co to jest obłoczek. kompletnie off topic.

na

1

imieniny dostałam mgłę dla dojrzałych z dystansem i dobre wiadomości z przedszkola. robię się coraz bardziej socjo-trudna, także sobol zarządza już nawet pomocą domową i paniami w przedszkolu. myślę, że na starość to się mocno może, hmm, uwydatnić.

liderka
bawi się z dziećmi, a głównie z OląZ

leżakowanie – cóż.
zajęcia – cóż.
jest lejkiem. i gluciarzem.

jestem spokojna.

//od 5 tygodni przebywam, w przytłaczającej większości, w zamkniętych pomieszczeniach. mam od tego skórne reakcje alergiczne, wory pod oczami i metryczkę w lustrze. remonty poszły za mną ze szpitala, czy 8 godzin dziennie drapania po barierce poręczy na mojej klatce schodowej to jest wystarczająca kara za grzechy??? no pytam??? dlaczego zawsze macierzyński oznacza u mnie drążenie remontem w mózgu. łaaaaaaaaaa. i czemu winne są te malutkie dzieci.//

alarm

0

ijo ijo
czerwona lampka (znowu!)
–WYTYCZNE: biegnij ratować JA swojego dziecka

biegnę.
tłumaczę, całuję, chwalę, buduję, ukazuję w innym świetle, odnoszę się do pozytywnych aspektów, bronię.

nie biorę zupełnie pod uwagę sytuacji, że być może JA mojego dziecka ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze, że w międzyczasie nastąpiła przemiana pokoleń, oraz osób i miejsc. nie potrafię.

aha, wczoraj przyszedł do nas święty mikołaj, zabrał nas wszystkich na śnieg do łazienek, zbudował bałwana, woził w saneczkach, potem przyniósł pierogi, dwa rodzaje, wege dla sobola, dla mnie z mięsem, puszczał wesołe filmy, o Wysypiskowym Automacie Likwidująco Lewarującym klasy E (Waste Allocation Load Lifter Earth class – noo? ktoś by lepiej przetłumaczył?) i o popieprzonych oceanografach  i zachęcał do lenistwa. that was something.

post scriptum

0

jeszcze raz mnie tam zaniosło.
„ale pani bryka po tej cesarce”
okazuje się, że wprost stworzona jestem do takiego cięcia :) odzyskuję formę zaraz po, inaczej wszak było za pierwszym razem. zatem w wielkiej debacie oddaję głos „za”, choć jestem w luksusowej sytuacji, wiem prawie wszystko o porodach…

tym razem dostałam, hehe, oksytocynę w ampułce, do śluzówki

.

3

hit sezonu to jest zielona herbata w pomponach, balon kołysze się na dnie naczynia, listki są uwięzione w naparze jak róża pustyni w piasku (ja tak serio)


olo siedzi na parapecie w nowej ciepłej piżamie kitty, w której „zawsze zawsze już będzie spał” i patrzy na pierwszy śnieg. a w światłach nowych latarń to malowniczo on spada, ów pierwszy śnieg. nagle pyta – gdzie tata. tata na wódce, kotku. „umówił się z kolegami i wyszedł”
- oj, to on zmarznie jak będzie wracał.

coraz bardziej lubię chaos jaki wnoszą

to był ułamek, jak stanęła witowi na czole, stopa zsunęła się na materac, pofrunęła do góry podniesiona za ramiona, co ty robisz, krzyczałam, nie uważałam, odpowiedziała.
najadłam się strachu. upiekło mi się kolejny raz.
wchodzę sprawdzić po raz setny, całuję śpiące czoło, pachnące obezwładniająco, a wit się szeroko UŚMIECHA

aha, i dwie trzylatki najpierw w hamaku wrzeszczące „choć tatusiu nas pohuśtać” a potem podziwiające w kąpieli swoje cycki, to jest szampańska zabawa

.

1

a tam,
na miękkim materacu,
śpą, bez kolek, bezszelestnie rosnące potrzeby.
o, doprawdy, jeżeli idzie o pierwsze trzy tygodnie, jeżeli idzie o tę stronę medalu, niebywale łatwo jest mieć drugie dziecko, niebywale łatwo. ja już nie mówię, że te wszystkie wypryski, spirytusy, odbeknięcia, brodawki, spacery, ciemiączka, urzędy stanu nie budzą przerażenia, no i że potrafię bez ataku serca słuchać bekasa AZ BEDE MOGLA PODEJSC, ale najzwyczajniej wiem o co mu idzie, po prostu jakoś wiem.

i się wysypiam.

.

0

64. cichutki maraton zaplanowany na rok. ale już nie 65.
„poniedziałek – tata do pracy, ola do przedszkola, mama do marianki”.
wynika mi, że zdrowie dzieci zależy od relacji rodziców.

jedna dama czekała aż mąż wróci z knajpy, wysłała mu esemesa nawet, pytającego. a kochanek milczał.
jak wrócił, to mu POŁAMAŁA KOMÓRKĘ, skądinąd kochająca żona i matka.

a ja, pożal się boże, sierota, w swoim, pożal się boże, mikroświecie, czekam, aż pan mi przyniesie wieści. i wysłuchuję próśb o, kurwa mać, tłukących szklankach, i sprzątam, sprzątam, składam, przenoszę, chowam, wyrzucam, ścieram PO NICH.
i jestem coraz bardziej zła na ludzi, i tak, nikogo nie lubię, i coraz bardziej jest życie „tam” i „tu” i nie ma wspólnych części.

kocham cię mamusiu. a najbardziej tatulę. czy już jest siódma?

rzucona ścierka wędruje po raz setny w prostokącik do kącika, masło do lodówki, będzie niesmaczne, szlaczki z blatu wek, buty pod siedzenie, franklin do franklinowa, grabki wreszcie tam gdzie letnie opony, i ciuchy, ciuszki, brudne, czyste, zasiusiane, poduszka do swojego kształtu, okruszki na zmiotkę, woda po kąpieli do kanału, i o boże, jak ja ja wyglądam z tymi cycami.

i nie idzie o to, że mi odpadają ręce, dwa razy w tygodniu nadciąga pomoc, gotuję radzej od dzwonu, który mi wypada dość offowo, i nie mi dziś olka padła ze szlochem na połogę w przedszkolu, nie mnie dziś trzepnęły dorosłe drzwi i nie ja zsikałam się ze strachu przed szczepieniem

aczkolwiek
na moje kolana

człowiek ma taką piękną cechę – wyobrażania sobie, że jest lepiej niż jest. i że to nie on jest głupi, że to inni popełniają błędy. jak również – ma wyrobione zdanie na temat swego związku. a tymczasem to, co trzyma ludzi razem, jest poza kurtyną. ergo mam mały wpływ na bieg wydarzeń.

.

0

ojciec dziecka przejął dziecko starsze. całkiem. otwieram jedno oko, gdy wychodzą do przedszkola. potem dziecko starsze jest bardzo grzeczne. gdy jednak przychodzi do kontaktu wyłącznie ze mną i witem, zaczyna się koszmar z doliny wiązów i nie ma rady, bo potrzeby starszego są niezaspokajane dramatycznie, „zostań ze mną w pokoju na zawsze” „a ja nie chcę żebyś szła go karmić” „a ja chcę przypalone jedzenie. i przypieczonego tosta!” a ja tylko „nie teraz córeczko, dlaczego pomalowałaś ścianę (bo chciałam tak jak tatuś) muszę iść do kuchni/ubikacji/warzywniaka/przewinąć/nakarmić” zepchnęłam ją całkiem sobie samej, ojcu, babciom i przedszkolu.

i czuję się jak mięso przemielone przez maszynkę

zaczęło się

0

na pierwszy ogień poszły flamingi i biała plama drzwi.
a to znaczy, że w kategorii ssanie (nie mówiąc o oddychaniu) nie ma już dla nas tajemnic.

czuję się jak kawałek polędwicy przemielony przez maszynkę.


  • RSS