bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

.

0

z cyklu słowotwórstwo.
w drodze do zoo
-tata jest kierowcą
-a ja jestem fotelowcą?

z cyklu kino domowe.
jak z historii o bliskim schizofrenii nieprzystosowaniu zrobić piękną przekonującą historię o wolności.

.

0

życie na zakładkę. kobiece przeczucia i żałoba.

.

0

cztery.
dwie pary pacholęcych, wielkich, wpatrzonych we mnie ocząt, gdy czytam, że franklin boi się burzy. siódmy dzień zimowiska. kinda przystosowanie. my kontra choroba, jakby nikomu specjalnie nie zależało. czytałam ostatnio o chorobach jako etapie umożliwiającym ekspresję nowych genów. nie podaję eurespalu. zapalenie krtani przeszło, kaszel u ola nie, pełnia sił witalnych. dziś obcuję z teściami i wspólnotą mieszkaniową, czuję się zatem jak dobry stary odrestaurowany wartościowy mebel, z solidnego litego drewna, ale jutro od rana muszę stawić czoła zagadnieniom lakierowania zębów, niekupienia małej syrenki, zbyt natrętnych zmian sukien, negocjacjom samotnej kąpieli, rysowania wyłącznie po papierku, próbom karmienia w odosobnieniu, polecą wióry.

olo spotyka w nocy potwory, które po zbiciu tłuczkiem robią się zielone i miękkie.

.

0

Wendy
Lady
Mała syrenka
—dziś padło na—
Mamo, jestem Alicją!
Mamo, A TERAZ IDZIE KRÓLOWA
/królowa weszła w rolę/
-Powiedz mi jak masz na imię, moje dziecko.
-Alicja
-Czy umiesz grać w krokieta, moje dziecko?
-TAAK! PRZYNIOSĘ PTAKI!

.

0

spacer zaowocował ostrym zapaleniem krtani. u mnie. „kaszelek” nie ustępuje niestety, co nie idzie wcale w parze z samopoczuciem i formą fizyczną radosnej rozhasanej latorośli. zatem mały pacik. takie trochę niedogranie. licytuję majtki z małą syrenką, dziewczyny grają ostro :))))

szczyt wszystkiego :)

0

trwał czwarty dzień zimowiska kiedy poczułam, kaszel nie kaszel, MUSZĘ z nimi WYJŚĆ. to niesamowite, ale się nie dawało. jedno niewspółpracujące to trudność, a dwoje niewspółpracujących? „słońce już dawno minęło najwyższy punkt i zaczynało się smutno obniżać”, choć uprościłam dzień na maksa – zmywanie delegowałam, obiad wersja Mc, rozmrożone pulpety plus makaron z warzywami, wszystko w jednym garnku – no proszę. 15 minut. sprzątania zabawek nie odpuściłam. trzecia godzina prób, ja w desusach, pitul w desusach, młoda cygantka. w końcu postawiłam wszystko na jedną kartę, myśląc, ostry finisz, teraz MUSI się powieść. rajty on (owszem, JA założyłam) i siup przed, znów, małą syrenkę, piiiiiiiiiiić, dać pić, nie ma soku masz wodę, pij, ubieramy, wychodzimy. chłopaka w kombinezon i przed – igram – szeroko otwarte okno, siebie w grube skarpety …. no ile. ile minut?
wchodzę.
piękne blond loki smętnie ociekają (wodą, nie sokiem), a rajty….
-mamo, ja jestem tak jak mała syrenka, pływam w morzu.
trudny przeciwnik.

otóż

0

to było kurtuazyjnie tak, te uśmiechy pitula. teraz rozumiem. siostra skacząca w kiecce bordo po materacu. to jest dopiero coś. to jest warte UŚMIECHU. To jest warte roześmianych oczu i podniesionego kącika ust. to jest warte PRAWDZIWEGO zainteresowania.

śmierć? jaka śmierć? skąd ty znasz to słowo? a co to jest ta śmierć?
śmierć, to jest mamusiu, taka przyprawa do zupy.

odespane. kosztem wszystkiego.

0

na dzień dobry nie zejdę po zakupy oraz wrócę później. zaczynamy dzień trzeci zimowiska dla dwóch grup wiekowych. za tło pracowicie robi biały miejski pejzaż. pomidorówka plus leniwe. bakcyl upiera się by nas kwalifikować do chorych.

jak minął dzień?

0

troje w chacie podziwia biele za oknem. jak pięknie przykryło kupy!
racuchy słabo. służą jako gąbeczki do cuklupudlu.
jeden akt przemocy podczas jedzenia ultramaryny podczas przewijania.
młody podciąga się do naszego towarzystwa, młoda tego nie musiała, myślę, a młody słucha książeczek oli, bawi się zabawkami oli, spędza czas przy muzyce oli w pokoju oli, i łagodnie (jeszcze ingeruję) wchodzi w kontakt z siostrą za pomocą rąk nosów itd. myślę, młoda tego nie miała. młoda patrzyła trzeźwo w jednym kierunku dość stacjonarnej, mocno wówczas chyba przerażonej, maminej twarzy. pitul zaś nie, jemu łepek kręci się za umykającą głośną blondi w falbanach, mamina twarz jest tylko RÓWNIEŻ.
jestem tego dnia trochę jak gadający leniwiec, oszczędzam mocno deficytowe siły. mało się przemieszczam, zbędne kilometry obcinam, tylko rzepka-suknia-papier toaletowy z kloaki- w efekcie zostaje dość dużo do posprzątania.

o umówionej godzinie wraca ZłyMąż. na co. na wszystkich.
-a na mnie?
-na ciebie nie.
/przytul. po raz setny tego dnia/

przytul następuje zawsze w Trudnej Chwili. gdy mama jest straszna. gdy trzeba posprzątać klocki. gdy …..

zostawiam duet za drzwiami. wciskam twarz w ciemną poduszkę. dochodzą mnie odgłosy wieczornych walk, to już nie dla mnie.

.

0

kaszel.
nie odprowadzam. trochę, bo kaszel, trochę, bo nie chce mi się dwa razy dziennie ubierać i rozbierać trójki.
dzwonię. /to proszę wyleczyć KASZELEK bo rodzice się potem skarżą/
dzień do zrobienia
tosty-bez-pieczenia-bez-skórki-z-czekoladą
raz, dwa, trzy, …. n.
księżniczka daisy muminki i choinka /druga wizyta w bibliotece dla dzieci nastąpi szybciej niż przypuszczałam/
mamo a ty masz swoje książki na długo? ja też mam na dłuuuugo. na bardzo długo
trochę piotra pana
trochę bordowej sukienki
zupa ziemniaczana (czyli de facto czosnkowa)
trochę zabawek ściąganych z pawlacza
ze dwa prania

wizyta u pani dentystki z dwójką
to już dotknięcie granicy za którą jest „łaaaaaaa nie daję rady”

niefortunny kebab
niefortunny klubik

jedno użycie przemocy

jedno spadnięcie ze schodów

cały czas dwoje na kręgosłupie. nie mam już kręgosłupa.

ósma. nie mówię, straciłam już także wyraz twarzy. nie mam siły wyrazić  myśli ani potrzeb.
o tej godzinie w zasadzie powinno nastąpić zejście obojga z kręgosłupa

—ale oto—

tuputuputuputupu

ja chcę spać u mamy
ja nie będę go nosił

turlamy się we troje po miękkim materacu do zaśnięcia, my plus katary kaszle. łapiemy się za rączki, głaszczemy, gadamy. o dziwo, pitul dzielnie uczestniczy.

piąta rano
pitul już jest

wynoszę go do tego pomieszczenia gdzie nie obudzi młodej ani nie dotrze do nas chrapanie
chrapanie bardzo źle na mnie działa

siódma

pitul zasnął

ja mam już środę.
środa.
czy odprowadzić?
ale nie dam rady  ubrać dwójki. trójki.
racuchy?
PLAN?


  • RSS