bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

łagodność

0

zosia, swyst to albo też widok dzieci na tle beskidu.

ale poza tym to – mówiłam, że nie jadę. konfiguracja do bani, rzuca światło tam, gdzie wolę nie zaglądać.

.

0

usiadł. lekcję „każdy swoim tempem” mam bardzo dobrze odrobioną. Nagroda, ten widok, ooo, warto, doprawdy. (A fakt, że to drugi raz czyni mnie królową królowych).

babciu dlaczego on spadł
bo wosk się roztopił i pióra odpadły
ciastolina byłaby lepsza.

przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi. ale sytuacja się
nieco komplikuje, gdy moi przyjaciele jest moją matką a ich przyjaciele
jest jej szefową, prawda. i dodatkowo gdy ich przyjaciele ma swoją
matkę na full a moją chce mieć jeszcze w doskokach. a ja rownież jestem
zaborcza. bo gdy chodzi o opiekę nad podopiecznymi czy też o czas
spędzony z przyjaciółmi, to jesteśmy zaborczy.

nowa jakość w moim życiu to dwoje ślicznych uśmiechniętych dzieci
bawiących się z tatą a ja w tym czasie czeszę pachnący zad konia.

.

1

nie mogę się opanować….

życie jest jak układanie wielkiego puzla. codziennie układasz niebo, z nadzieją, że brakujący element czegoś, co tworzy treść obrazka, odnajdzie się potem. niebieski, niebieski, niebieski aż wtem – jest! słowa między ludźmi, od których należało zacząć, doukładały się dopiero teraz. choć wszak przeczuć można było, że to ładny obrazek.

wybaczcie.

aha, jeszcze – byłam już w takiej fazie, że zabaweczki leżały nie podniesione jakiś czas. teraz znów swobodnie się schylam. ciekawe.

.

0

łypnęłam przez pocztowe okienko, na blacie leżała gruba gotówka. teraz będziemy żyć z tej grubej ulgi. więc na początek do księgarni. jak się przegląda tytuły z młodym w chuście? o-gra-ni-cze-nie. miałam już w ręku wierszyki o uli, pogadankę o urodzinach braciszka i zadania z kwiatków. ale targało mną nieumiarkowanie. w katolickiej księgarni! za pięć złotych kupiłam okrągły gumowy brelok. z jednej maryja a z drugiej józef. wchodził do ust niemowlęcia doskonale. na długie minuty tam pozostawał. szłam ulicami, młody w chuście, gala w ręku, brelok w ustach, pozdrawiamy sąsiadów ze słonecznego kwadratu, sąsiedzi z kwiatami. sielanka. u niemalże-celu młody zamlaskał. wyjęłam brelok. brakowało józefa. matko.

/jak się robi tracheotomię? rurką od długopisu/ najpierw palec w usta. dzieci tego nie lubią. przez kolano i wypukać. hmm. z powrotem do pionu. gdzie kółko? nie ma. aha. zatem co teraz? idzie przełykiem? oddychasz? oddychasz. popłakujesz. przeszło? poszło??

to co następnie. następnie litewska. maryja na wzór. takie kółko. takie właśnie kółeczko, jak pan/pani widzi. no takie identyczne. ludzie z oddziału nie patrzą na kontekst. obracają kółko w palcach i odnoszą do swojego bogatego pediatrycznego doświadczenia. dewocjonalny charakter umyka. ja jednak mam poczucie delikatnego profanum. rozwiewa je babcia anka, babcia anka twierdzi bowiem, że józef dziecku zaszkodzić nie może. no proszę, nie tego spodziewałam się po zadeklarowanej ateistce.

naszym domem staje się teraz oddział laryngologiczny. matki potrafią z niego uczynić miejsce bezpieczne i wesołe. to cud. po nocy na karimacie pod łóżkiem pacjenta cudotwórczynie są, khem, zmęczone. noszeniem. zabawianiem. wzajemnym pomaganiem. podnoszeniem na duchu. troskliwym wypytywaniem o samopoczucie i postępy w leczeniu dzieci zza ścian. podawaniem zabawek przez drzwi. robieniem akuku przez szybkę. /przekroczyłam jakąś granicę, za którą wypadki przestały mieć wymiar tragiczny a stały się normalnym elementem mojej pracy, robię swoje, wypadki się zdarzają, nic złego nam nie grozi/

więc o ósmej rano są już na miejscu ojcowie. dziatki lądują dla odmiany w silnych ramionach. ale ze mną znów jest babcia anka. ja dostałam wyrazy współczucia z płocka.

jesteśmy w trybach. tryby oznaczają – zawsze – wenflon. może nie połknął? ta sugestia pierwszy raz przychodzi od szamana z płocka. myślę – nie połknął. jednak wychodzi mi, że muszę brnąć w tryby. jeden nieuprzejmy lekarz, który nie patrzył wcale w oczy, też powiedział – nie połknął. aha. no nie wiem. głowy nie dam. narkoza i sprawdzanie czystości dróg oddechowych?

tak mija doba, spacery na dziedzińcu, spagetti z mikrofali, dziadek julek i babcia anka. i oddział laryngologiczny. młody bawi się kocykiem w akuku. pękam z dumy. babcia anka myśli – jedynym sposobem żeby uchronić młodego przed narkozą, jest odnalezie józefa na chodniku.

jedzie i odnajduje.
jest bardzo, ale to bardzo zadowolona.

paradoks matki polki w rozłące

0

przez dwie godziny siedziałam w kąciku w poczuciu wielkiej ulgi. następnie popatrzyłam na młodego. młody zawył żałośnie. odwrócił się i odpychając ciało lewą stopą wszedł pod sofkę. mam iść do parku z jednym dzieckiem? to nudne.

.

0

owszem tak. potrafię spędzić z dwójką dzień, w pełnej wersji, to znaczy ze spacerem, zaliczonymi wszystkimi posiłkami, bez awantur i z twórczymi zajęciami. ze wszystkimi kąpielami. a nawet potem umilić sobie czas literaturą problemu. a następnie budzić się w nocy obok niemowlęcia co jakiś czas na karmienie, no i wstać o wpół do siódmej i zacząć od początku.

.

0

i set certain rules and i expect this rules to be obey.
takie rzeczy to tylko w małej syrence.
stłuczony łokieć i
ja się źle urodziłam, bo ciągle sobie coś robię. nie lubię siebie i nie chcę już być na świecie.
czy ziemia przestała się kręcić? ależ.

z życia ulicy (a raczej placu zabaw)

1

tiszerty, malutkie migające skoczne tiszerciki, noszą przesłania (sama widziałam):

- i am single (and happy about it)
- i still live with my parents
- made with love
- i want attention (moje ulubione)


  • RSS