bez-budzika blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2009

.

0

odespane.

/jednak niezły to był maraton, przez Austrię do Laponii/.

patrzę w lustro, nieźle. to znaczy, mistrzem dobrych emocji to ja już nie zostanę, ale – nieźle.
zebrałam myśli,

biegnę dalej. jakoś nie chce się skończyć ten maraton. to był, okazuje się, tylko jakiś etap,
a w nowym…..

z Laponii skręcamy do Krainy Pozostałych Okazji, Niemniej Ważnych, przywaleni przez rzeczy.

mamo a wczoraj byłam parą z Oliwią, bo Oliwia mnie ubierała. /hmm, w okresie między-jakimśtam wszystkie kumpele są boleśnie nieobecne, garstka najwytrwalszych grzeje chodniczek starszakom/ dziś był płacz, odprowadziłam więc pod same, samiutkie drzwi, tam dziewczę wpadło w liczne przyjazne /jednak nie BF/ ramiona „chodź, dziś jest dzień puzzlowy, musisz układać puzzle!”. współczuję. ale MUSISZ układać swoje puzzle, a ja swoje.

a w przerwie boggle
a w przerwie szczygieł, hłasko, wajda, będą filmy ale jakie, któż to wie.
wypas.

.

0

młody oczarował lalę. nie umiem tego opisać, tak ślicznie to zrobił. ale chciałabym to zapamiętać. zapamiętać reakcję młodego na lalę. jego błysk w oku, potem oblukanie z góry na dół, następnie buuuuuuuuzi, następnie pełna gama podrywu. chciałabym to zapamiętać.
i chciałabym zapamiętać ton głosu dziecka, które prosi, mamo, posłuchajmy razem bajki, świecąc latarką i grając w kółko i krzyżyk.

.

0

dobrze jest umilić sobie czekanie na święta dziećmi z bullerbyn
następnie wjechać na wielkiej zimowej kurwie prosto w christmasowy cyklon

tam

0

gdzie wszystko ma swoje miejsce i czas. u-sta-lo-ne. i nikomu nie przychodzi do głowy wychodzenie poza panujący porządek. jest naturalny jak ostre powietrze, którym oddychają wieśniacy. uliczkami chodzą grupki na niebiesko (obsługa wyciagów) i na czerwono (instruktorzy narciarstwa) ubranych pracowników. muzeum czynne jest we czwartki między 16.30 a 17.00. z kluczem do mieszkania dostaje się też klucz do przynależnej komórki na narty, umieszczonej tuż pod wyciągiem, numer ten i ten. pistenbully jeżdżą szpalerami. nikt nie zostaje na stoku po 16.30. z (bezpłatnego) metra, o 9 rano wysypuje się, niczym w nowym jorku, tłum. szczękają bramki, tylko że, what a difference a place makes, tłumy walą na stoki a nie na stocki. wszędzie czuć łagodną, nienachalną, nierozemocjonowaną umiejętność czynienia przyjezdnym WYGODNIE i miło. możesz być pewnym, że przy pierwszej zadyszce w drodze pod górę, nagle zza zakrętu wyłoni się chodniczek. i da ci lift. a gdy usiądziesz na stoku – podjedzie pan i spyta, czy potrzebna pomoc. natychmiast. nieliczni, pojedynczy amerykanie niepewnie rozglądają się na boki. na ścianie w knajpie wisi czarno-białe zdjęcie miejscowości w latach pięćdziesiątych – równe rzędy uśmiechniętych ludzi. moje zgubione rękawiczki (trzy pary) tkwią bezpiecznie pod kluczem, w skrzynce na rzeczy znalezione, i nikomu nie mącą myśli. setki szkrabów, w odblaskowych kamizelkach i w kaskach, przwyswajają w narciarskim przedszkolu białe szaleństwo, a o odpowiedniej porze są odlewane w toaletach, rozgrzewane przy piosence i, po żelku haribo – dalejże na słońce. no i jeszcze, oczywiście — kolorowe szkło do kolorowego, tektura do tektury, tetrapak do tetrapaku …………………

można tak ciągnąć i ciągnąć… właściwie – brak ulepszeń do wprowadzenia, jak również – brak usterek. wszystko DZIAŁA. ale tak mentalnie. nie ma przepychu/gadżetu/lansu/kapuchy. jest prostacka rozrywka, noc z czterema żywiołami co czwartek, grzane wino i ck-disko. świstak Erni, latanie na spadochronie na linie, wjazd ratrakiem na szczyt i grota z wyrzeźbionymi zwierzami.

wspaniały, austriacki porządek!

a my:
-próbowaliście czegoś? ciepłe okłady?
-tego właśnie nie lubię, tego upierdliwego czekania.
-boisz się czegoś? że udam się na niezasłużony odpoczynek?

pooooor nana

0

„once you grow up you can never come back” dobiega do mnie z offu.

teraz nadchodzi chlodna zima – powiedziala jaskolka. lece daleko stad, do cieplych krajow, chcesz poleciec ze mna? odlecimy daleko od wstretnego kreta i jego ciemnej nory.
/polecialy, jak wiadomo, i spotkaly duszka kwiatow/
to byl  rzeczywiscie zupelnie inny maz niz syn ropuchy i kret w czarnym aksamitnym futrze. i dlatego calineczka powiedziala pieknemu ksieciu „tak”.

bajki dobrze mi wchodza po tym upiornym dniu, ale teraz far well miss Iza, munich is waiting.

.

0

a matka notkę. szybką notkę.
skoro nie mogę się położyć i zasnąć, skoro nie jest mi dane usiąść na pupie i policzyć kości, skoro kolejka po JA wydłużyła się niemiłosiernie, skoro młodzi, gdy przestać odpowiadać na ich szarańczowe MAMO! dostają natychmiast szału (zrobiłam dziś eksperyment), skoro myśli muszą być rozłożone między trzech współ, zamiast spokojnie płynąć jakimś sensownym korytem,

to chociaż szybką notkę.

wszak
naleśniki wymagają chwili skupienia. inaczej się przypalają.

włączam spowrotem tryb „narzędzie do odpowiadania, przytakiwania i podnoszenia kredek” zatem spacer mięsko zupa, kotek do chusty, mąż –

mdli mnie.
na stoku najsłabiej wylansowana będę ja. ohhh no!
nawet jak się kłócę z mężem, to trzymam na rękach niemowlę, za to on może sobie spokojnie gestykulować.
a przecież wygląda jak zombie. również.

moja myszka

1

mamooooooo!

0

hej!
znalazłam odkrycie!

ten kotek ma tu magnes!!

Ola, (tzn mamo), paaatrzz!!!

welcome back

0

czyli wielki nocny frojd w mojej głowie.
jestem w górach. chata. jak to uporządkować. jak. nie potrafię nie potrafię. nie dam rady tego u-po-rzą-dko-wać.
otwieram drzwi.
za drzwiami kto?
/grubym głosem/to ja. ojciec czworaczków
(pusty śmiech z offu. łehłehłe. to znowu ty?)
a dalszy ciąg snu to:
przyszedłem. to ja. twój kochający na zawsze mąż.

kurrrwa no!

54
a zatem – spotykając się po latach – fałszywym byłoby mniemać, że spotykamy te same osoby. ofkors no.


  • RSS