na razie :)
w piątek zwolnili mnie z pracy.
poszłam pić.
grałam w kometkę po ciemku, z hindusami – bardzo trudno.
wróciłam do domu, nic nikomu nie mówię, śpię, kac, cięęęężko.

budzę się.
wchodzi dziecko.
- dlaczego cię wyrzucili z projektu mamo?
ależ. (DLACZEGO MU POWIEDZIAŁEŚ??????) nie wyrzucili tylko przenieśli do lepszego. (oby na to wyszło, trzymajmy kciuki)

jadę do lekarza z tą wysypką (drugiego) dziecka.
wybroczyny.
morfo i reszta. na CITO.
jakby co to zadzwonimy.
otóż zadzwonili.
już chodziłam po ścianach,
(małżon w fochlandii, ja niepewna – a może WIEDZIAŁ ?????)
może pani przyjechać jeszcze raz bo jednak wybroczyny to bez powodu sie nie pojawiają.

fałszywy alarm
więc próbuję dalej żyć
ale jak żyć ??

niedziela.
może basen.
basen jest dobry, bo nie ma ludzi na powierzchni, na torze a już najmniej pod wodą. o tak. wracam. UŚMIECHAM SIĘ.

i wtem – matko, najpierw jakoś tak nieśmiało, ale – tak, chyba to uczucie, to ulga.