Więc mu rzekli: „Coś dla ciebie
Służba w wojsku nie jest zdrowa,
Idź ty lepiej, Koziołeczku,
Szukać swego Pacanowa”.

Zrobiłam przejażdżkę pociągiem do i z. Warto było. Dla mężczyzn. Dobrze tańczyli. Kazali patrzeć sobie w oczy, nazywali aniołem, chwalili garderobę, oznajmiali, że szukają żony, pozwalali masować swe torsy, mówili „to się od razu czuje, po prostu wiesz o co chodzi”.

Były również zjawiskowe kobiety. Dwie. Gruba i chuda.

Miałam znaleźć sobie nową pracę i dostałam trzy propozycje, za które jestem bardzo wdzięczna, oraz jedną rzeczową analizę, za którą także jestem bardzo wdzięczna. Nadal nie wiem, czy to będzie raczej początek, czy też może jakiś gruby koniec.

Tak czy owak. Inaczej nie miało to sensu.

Po dwóch godzinach snu wsiadłam do pociągu i wróciłam nad ranem do Olciaka.

Ola gotuje obiadek/kolację/śniadanie. Poligonem jest cały tapczan. W jednym rogu są jajeczka, w innym miseczki, gdzieś się siada, a gdzie indziej miksuje zupę. Z solą. Całe przedsięwzięcie trwa, jest pełne okrzyków zaangażowania, i wciąż dochodzą doń nowe elementy znane z prawdziwego życia.

Potem rzuca się na mnie i woła „kocham cię, kocham, kocham, kocham cię mamo”

I przez to wszystko lodówka zrobiła się całkiem całkiem pusta. Nie tak tylko pustawa jak zazwyczaj ale rzetelnie pusta. Była główka sałaty lodowej sprzed moich imienin i kawałek czegoś zamrożone w folii. i zrobiłam makaron z dziurką z pietruszką i oliwą, z sosem ze schabu z melonem i rodzynkami i sałatkę z fetą i papryką. Oby brak pracy też tak pięknie zaowocował.